TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Kuchnia Wikinga
statystyki
chignahuapan

Aktualności

img

26.11.2010

U naszego rywala: Śląsk Wrocław

W tym sezonie widzieliśmy dwa oblicza Śląska Wrocław: pierwsze formą przypominało postawę Cracovii, czyli zespół przegrywający niemal wszystko, co było do przegrania; drugie oblicze to drużyna, która nie może znaleźć swoich pogromców i systematycznie pnie się w górę tabeli. Tym Śląskiem z początku rozgrywek dowodził Ryszard Tarasiewicz, a gdy zastąpił go Orest Lenczyk, wrocławianie stali się postrachem ligi.

Po zawstydzającej rundzie wiosennej sezonu 2009/10 w wykonaniu Śląska, trener Tarasiewicz postawił nie tyle na wymianę swojej kadry, co jej powiększenie. Z klubu odeszli jedynie zawodnicy, po których nikt we Wrocławiu zbytnio nie płacze, np. Łudziński, Klofik czy Vazgeć. Na Oporowską trafili natomiast Cristian Omar Diaz - Argentyńczyk, który w brawurowym stylu został królem strzelców ligi boliwijskiej, Przemysław Kaźmierczak - niegdyś jeden z najbardziej utalentowanych polskich pomocników, a także Łukasz Gikiewicz wyróżniający się w pierwszoligowym ŁKS-ie Łódź i Waldemar Sobota z MKS-u Kluczbork. O dziwo to właśnie Sobota i Diaz byli pierwszoplanowymi postaciami Śląska w pierwszej fazie sezonu, choć wyniki pozostawały dalekie od oczekiwań. Porażki z Legią, Lechem i Lechią zepchnęły Śląsk w dolne rejony tabeli i zapowiadała się kolejna „czarna” runda dla wrocławian. Na dodatek forma Soboty i Diaza szybko pikować w dół i trudno było znaleźć jakiegokolwiek zawodnika wartego wyróżnienia za swoją grę. Gdy zespół został rozbity w Łodzi, przegrywając z Widzewem 2:5, czara goryczy się przelała i postanowiono się rozstać z Tarasiewiczem, który prowadził Śląsk od ponad trzech lat. Mało kto wtedy wierzył, że zastępujący go Lenczyk będzie w stanie odnaleźć się wśród piłkarzy, którzy byli bardzo zżyci ze swoim szkoleniowcem i nie mogli się pogodzić z decyzją włodarzy klubu. We Wrocławiu jednak nikt nie mógł sobie pozwolić na walkę o utrzymanie, podczas gdy cele stawiane przed klubem sięgają walki o najwyższe cele.

Tymczasem doświadczony szkoleniowiec bardzo szybko zdiagnozował problem, który do tej pory nie pozwalał spełniać ambitnych wymagań kibiców i działaczy Śląska. Przede wszystkim zakończył eksperymenty swojego poprzednika z ustawianiem piłkarzy na nienaturalnych dla nich pozycjach i postawił na wzmocnienie defensywy. Szybko nauczył wrocławian bronić się całym zespołem i wpoił im swoją filozofię gry polegającą na efektywności, a nie efektowności. Śląsk przestał długo utrzymywać się przy piłce, a skoncentrował się na przyjmowaniu rywala na własnej połowie i wyprowadzaniu szybkich ataków, które ostatnio bardzo często kończą się skutecznymi trafieniami. Poza tym, Lenczyk dużą pracę włożył w wykonywanie przez swój zespół stałych fragmentów gry. W sposób optymalny wykorzystał największy atut Sebastiana Mili, który jak mało kto w całej Ekstraklasie potrafi posłać piłkę w miejsce, które wcześniej sobie upatrzy. To właśnie zabójcze rzuty wolne i rożne pozwalają Śląskowi na zdobywanie regularnych bramek i kolekcjonowanie punktów. Inny bardzo ważny element, który zdołał naprawić trener Lenczyk, to siła i szybkość swoich piłkarzy, co zdaje się najbardziej zaniedbał Ryszard Tarasiewicz podczas pracy we Wrocławiu. Nagle wrocławianie stali się szybsi od rywali, skoczniejsi i dzięki temu łatwiej zaczęli dochodzić do pozycji strzeleckich.

W Gdyni można się spodziewać Śląska, który zagra ustawieniem 4-5-1, więc kluczową rolę mogą odgrywać pojedynki w środku pola. Głównym zadaniem zespoły trenera Pasieki, będzie wygrywanie pojedynków z Kaźmierczakiem i uniemożliwianie rozgrywania piłki przez Milę. Trzeba będzie też pamiętać o sprytnym Sobocie, który jednym niekonwencjonalnym zagraniem potrafi zgubić obrońcę i znaleźć partnera w polu karnym. Największy atut ofensywny Śląska to oczywiście Vuk Sotirović, który pod opieką trenera Lenczyka nagle przestał narzekać na nękające go kontuzje, a zaczął wykorzystywać swoje największe atuty, czyli szybkość, siłę i precyzyjny strzał. Szkoleniowiec Śląska często również sięga po Gikiewicza, który również nie należy do przyjemnych dla obrońców piłkarzy. Podobnie jak Sobota potrafi sprytnie oszukać obrońcę i dokładnie dograć do kolegi, a w razie potrzeby sam szuka uderzenia na bramkę. Dariusz Pasieka zapowiada, że jego zespół będzie starał się nie dawać okazji swoim rywalom do wykonywania stałych fragmentów gry, ale jeśli już do tego dojdzie, Arkowcy muszą zwrócić szczególną uwagę na Piotra Celebana, który ma wyjątkową łatwość do dochodzenia po pozycji strzeleckich, co potwierdził chociażby w ostatnim meczu z Ruchem Chorzów.

Śląsk Wrocław jest najlepszym zespołem listopada, bo jak do tej pory wszystkie cztery mecze w tym miesiącu kończył zwycięsko. Aby tej serii nie podtrzymał w Gdyni, należy wyciągnąć wnioski właśnie ze spotkania wrocławian z Ruchem, które co prawda również zakończyło się dla Lenczyka i jego podopiecznych sukcesem, to jednak chorzowianie znaleźli sposób na to, aby zneutralizować atuty Śląska. Nie dali się sprowokować do zbyt ofensywnej gry i zmusili swoich rywali do częstej wymiany piłek, co z kolei prowadziło do wielu strat w środku pola i dawało okazje do szybkich kontrataków. Grając przed własną publicznością oczywiście trudno oczekiwać, że nasz zespół będzie się wyłącznie bronił, ale zdominowanie środkowej strefy boiska powinno mocno przybliżyć nas do osiągnięcia wymarzonego celu.

Nie ulega wątpliwości, że sobotni mecz będzie równie trudny dla żółto-niebieskich, jak ostatnie boje z Koroną czy Bełchatowem, bo naprzeciw wyjdzie zespół będący zdecydowanie na fali i pewny swoich umiejętności, o których przypomniał im trener Lenczyk. Arka dotychczas jednak potrafiła uporać się z wysokimi wymaganiami swoich przeciwników i przerwać ich doskonałe passy, jak chociażby Jagiellonii czy zespołu z Kielc. Oby w sobotę historia znów się powtórzyła!

Skubi







Poprzedni Następny

Mapa Strony

|