Jeden z dziennikarzy przypomniał o fatum, które ciąży nad klubami grającymi na PGE Narodowym w roli gospodarzy. Trener Arki postawił sprawę jasno.
- Znamy przekleństwo szatni gospodarzy w meczach klubowych na tym stadionie. Wiemy, że zespół z szatni gospodarzy nigdy tu nie wygrał, ale my, jako drużyna pucharowa, chcemy stanąć na wysokości zadania i przerwać tą passę. Chcemy ta szatnię odczarować, a kilku magików w swoim zespole mamy...
Nasz szkoleniowiec skomentował także obecność w szatni Legii Aleksandara Vukovića, który przed laty był podopiecznym Leszka Ojrzyńskiego i zna specyfikę jego pracy.
- Zobaczymy, czy doświadczenia Vuko z szatni mojego zespołu coś Legii pomogą. Przeżyliśmy razem fajne chwile, ale to było dawno temu. Ja dziś jestem innym człowiekiem i trenerem, a on tez dziś jest w sztabie szkoleniowym, a nie zawodnikiem. To zawodnicy wykonują pewne rzeczy na boisku, a nie trenerzy.
Wygrana w meczu finałowym to nie tylko trofeum, ale tez okazała nagroda finansowa. Trener Ojrzyński rozwiał wątpliwości, co motywuje jego zespół do zwycięstwa.
- Dla mnie pieniądze nie są ważne. Ważne jest to, co zostaje w naszych głowach, w naszym sercu. Po to się gra, żeby sprawiać niespodzianki, żeby takie rzeczy gdzieś na stare lata powspominać. Gra się o trofea. Gdy wygrasz trzy lub pięć spotkań pod rząd w lidze, tego się za kilka lat nie pamięta, a trofea pamiętasz na całe życie. Jesteśmy ambitnymi ludźmi, bo po zdobyciu Pucharu i Superpucharu, znów mamy szansę sięgnąć po trofeum. Pieniądze to zawsze dodatek; ja swój medal oddaję na cele charytatywne, a najważniejsze jest to, co zostaje w sercu.
Meczowi będzie towarzyszył fanatyczny doping kibiców obu drużyn. Nasi zawodnicy odnieśli się do kwestii, jak istotny jest to element podczas rozgrywania meczu na Narodowym. Doskonale pamięta atmosferę z tego spotkania Rafał Siemaszko:
- Co do samego stadionu, to przed rokiem było wspaniale. Doping naszych kibiców niósł nas cały mecz, to był jeden z czynników, który pomógł nam odnieść zwycięstwo. Na to samo liczymy w tym roku i jestem pewien, że znów będzie gorąca atmosfera.
Na pewno będzie problem z komunikacją na boisku. Trzeba będzie sobie podpowiadać w przerwach w grze. Kibiców Legii będzie więcej, bo jesteśmy w Warszawie, ale jestem przekonany że nasi kibice zedrą swoje gardła i dadzą z siebie wszystko i to nam z pewnością pomoże.
Adam Marciniak także pamięta wielkie emocje sprzed roku, ale podkreślił, że to piłkarze mają na boisku do wykonania swoje zadania.
- Już rok temu czuliśmy się tu pewnie. Wtedy byliśmy tu po raz pierwszy i zrobiliśmy sobie kilka zdjęć pamiątkowych, ale w tym roku już takiej potrzeby nie ma. Jest to dla nas jednak, tak jak przed rokiem, jeden z niewielu meczów przez duże "M", które mamy okazję zagrać. Oprócz wielkich emocji i tej presji, która nam towarzyszy, to jest to dla nas też wielka przyjemność i wielka nagroda zagrać tutaj, na Narodowym.
My nie będziemy się wsłuchiwać w śpiewy kibiców Legii, tylko będziemy się skupiać na realizacji zadań na boisku. Grupa naszych kibiców poza tym nie będzie wcale mała i z pewnością nie da się przekrzyczeć miejscowym.
notował: Arkadiusz Skubek
PARTNER WYJAZDU NA MECZ FINAŁOWY: