TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Kuchnia Wikinga
statystyki
chignahuapan

Aktualności

14.04.2012

Pomeczowa konferencja: Wierzyć trzeba do końca

Krzysztof Pawlak (Flota Świnoujście):

 

- Jechaliśmy do Gdyni spodziewając się ogromnej walki. Wiedzieliśmy, że jeśli nie wywołamy tu wojny na boisku, to polegniemy, bo oglądaliśmy ostatnie poczynania Arki i wiedzieliśmy, w jakiej formie się znajduje. Gdyby ktoś nam przed meczem powiedział, że tu zremisujemy, to byśmy to przyjęli z podziękowaniem. Zremisowaliśmy po walce w okolicznościach, które wskazywały przewagę Arki, momentami nawet dość wyraźną, ale właściwie tylko optyczną. Tylko raz zakotłowało się pod naszą bramkę tak mocno, że przez kilka sekund nie wyszliśmy z „piątki” i cudem uniknęliśmy straty bramki. Gdy zdobyliśmy gola, byliśmy bliscy zwycięstwa, ale było już widać ubytek sił u moich zawodników, trudy tej walki. Musieliśmy więcej biegać i trochę więcej grać w parterze, żeby rywalowi sprostać. Wywożąc zatem remis z tego terenu musimy być zadowoleni. Szkoda tylko, że zostaliśmy znów potraktowani surowo w postaci kartek, a z drugiej strony, faul Pruchnika na młodym Frycu nie zasługiwał tylko na żółtą kartkę, bo nie wiem, czy Fryc nie powinien być zdiagnozowany w szpitalu.

 

Nigdy nie nastawia się zespołu na grę na 0:0, a w szczególności z przeciwnikiem, który kadrowo przewyższa Flotę zarówno ilościowo, jak i jakościowo. Przede wszystkim jednak nie wolno samemu stracić bramki, a dziś Ensar ją strzelił jako pierwszy, w takich, a nie innych okolicznościach. Jeśli ktoś twierdzi, że my dziś graliśmy brutalnie, to proszę wejść do szatni i zobaczyć, jak moi zawodnicy wyglądają – oni sami sobie nóg nie pokrwawili. Poza tym, odróżnijmy grę ostrą od gry brutalnej. My nie przyjechaliśmy w roli faworyta do zespołu, który jest bardzo silny pod każdym względem, ale czasami tak bywa, że zespół, który jest faworytem na papierze musi mecz wygrać. Przyjechał dziś kopciuszek do wielkiej Arki i wywiózł punkt.

 

Przystępując do odprawy przedmeczowej, każdy rozsądny trener, a za takiego się uważam, w jakiś sposób przeciwnika rozpracowuje. Tak jak stwierdził trener Nemec, stałe fragmenty gry Arki są bardzo silne, o ile nie najsilniejsze, a otworzenie wyniku ze stałego fragmentu może spowodować, że później można rywala dobić drugą, a potem trzecią bramką. Przecież nie będziemy starali się Arce pomóc. Musieliśmy ponumerować poszczególnych zawodników, przydzielić zawodników do indywidualnego krycia i myślę, że w tych pojedynkach górnych, a przeciwnik górował nad nami warunkami fizycznymi, musieliśmy włożyć do tego trochę głowy i rozsądku, żeby się w tym nie pogodzić. Pojawił się tu zarzut do Tomasika, że wykonywał te stałe fragmenty niedokładnie – to co by było, gdyby je wykonywał idealnie? Kilka bramek z tych stałych fragmentów chyba by padło. Te mecze, w których Arka grała bardzo dobrze w pucharach z czołowymi polskimi zespołami, musiały nam dać do myślenia, jak przeciwko niej grać i stąd graliśmy tak, jak graliśmy.  

 

Bramkarz jest przede wszystkim od tego, żeby bronić. Dobrego bramkarza poznaje się po tym, gdy w rundzie w dwóch, trzech meczach gratuluje tego, że pomógł zespołowi i wyciągnął wynik. Arka jest pod każdym względem najsilniejszym zespołem w pierwszej lidze, ale goniąc taką stratę punktową, jaką miała po rozgrywkach w zeszłym roku, każde potknięcie, takie jak dzisiaj, czy w meczy wcześniejszym z Grudziądzem, może mieć skutki bardzo poważne. Nie życzę tego Arce, bo wszystko to, co dzisiaj zobaczyłem, to jest dla mnie coś wspaniałego. Takie kluby, mając taką infrastrukturę, taki mocny zespół, zasługuje na to, żeby grać w najwyższej klasie rozgrywkowej i tego życzę Arce. Arka mnie dzisiaj niczym nie zaskoczyła, zaskoczyła mnie tylko swoją mocą. Urwać punkt Arce, to jest wyczyn – mało jest drużyn, które sią na to zdobędzie.

 

 

Petr Nemec (Arka Gdynia):

 

- Ja muszę od razu skontrować. My straciliśmy na samym początku kapitana po faulu, który też nie ma z piłką nic wspólnego. Oczywiście mogę się zgodzić, że Pruchnik mógł inaczej wyjść do tej piłki, ale to już drugi raz jak tracimy kapitana na początku meczu, bo tak było z Legią, i ta gra nas trochę „przydusiła”. Wiadomo było, że Flota przyjedzie tu się tylko bronić, będzie leżała na boisku, kradła minuty, będzie trzymać za wszelką cenę to 0:0, ale my mieliśmy sobie z tym poradzić i to my mieliśmy strzelić pierwszą bramkę, a wtedy wszystko ułożyłoby się inaczej.Jestem zawiedziony tym, że jest to kolejny mecz, gdy rywal ma jedną wrzutkę sprzed szesnastki i zdobywa z tego bramkę. Całe szczęście, że w końcówce wykrzesaliśmy z siebie jeszcze resztkę sił po tym maratonie meczowym, który mamy za sobą i zdobyliśmy tą wyrównującą bramkę. A później jeszcze przewracany w polu karnym był Flis, ale ja bym nie rozpływał się nad tym, bo sędzia popełniał błędy w obie strony. My kolejny raz tracimy punkty w takich okolicznościach, które powodują, że tracimy wszystko to, co było w naszej grze do tej pory dobre.

 

Petr Benat nie był jeszcze gotowy do gry dzisiaj. Rozmawiam z nim codziennie i wiem, że jeszcze nie był w stanie podjąć walki w pierwszej lidze.

 

Sławek Mazurkiewicz jest mocno poturbowany. Nie dość, że dostał z łokcia, to jeszcze zawodnik na niego spadł całym ciałem. Próbował jeszcze grać, ale trochę też tracił wzrok i zobaczymy, czy nie będziemy musieli z nim jechać do szpitala.

 

My też chcielibyśmy grać tak, jak w meczach pucharowych, ale tak jak już mówiłem, każdy nas mógł obejrzeć w telewizji, a ja nie mogłem w ciągu trzech dni tak zmienić taktykę, żeby zespół grał zupełnie inaczej. Przeciwnik był na nas przygotowany i zatrzymywał podania prostopadłe, więc nie mogliśmy się przebić. Jedyną receptą było strzelenie bramki ze stałego fragmentu, po czym przeciwnik mógłby się otworzyć i wszystko mogłoby być po naszej myśli. Dzisiaj Tomasik najczęściej wykonywał stałe fragmenty i muszę powiedzieć, że nie było to tak, jak to sobie wyobrażałem. Jeśli to podanie nie dochodzi i kończy się na pierwszym słupku, to ciężko jest z tego strzelić bramkę. Tomasik miał się zmieniać z Radzewiczem przy tych stałych fragmentach, ale wygląda na to, że jak jeden już je zaczął wykonywać, to chciał to skończyć.  

 

Ja staram się przekonywać chłopaków, żeby nie patrzyli na inne wyniki, bo nasze wyniki są najważniejsze. Jak nam pójdzie dobrze, to wtedy możemy sobie pogadać. Niestety już drugi raz nie zrobiliśmy tego, co mieliśmy zrobić. Następne mecze w Gdyni podejrzewam będą wyglądać podobnie jak z Olimpią Grudziądz, czy z Flotą Świnoujście, gdzie przeciwnik będzie się tylko bronić i czekać, aż my w środku popełnimy jakiś błąd i wyjdą do jakiejś kontry lub do stałego fragmentu, jak to było dzisiaj. Musimy poczekać na powrót Benata, który ma trochę więcej pomysłów na to, co z tą piłką zrobić i robimy wszystko, żeby Petr jak najszybciej wrócił i pomógł zespołowi w tej walce.

 

Nie wiem, dlaczego początek tego meczu był taki ospały. Może dlatego, że ten terminarz dla nas był taki ciężki, doszły te podróże nocne autokarem, powrót nad ranem, dzień wolnego, po czym trzeba już grać kolejny mecz. Ja na to nie chcę narzekać, ale zanim zespół wejdzie w swoje tempo, to trochę musi trwać. Coś musimy jednak z tym zrobić, żeby wyszli skoncentrowani już od pierwszej minuty i było tak, jak w Radzionkowie, gdy zdobyliśmy bramki w 11 i 13 minucie i ustawiliśmy sobie mecz.

 

Kowalskiego posadziłem na ławce, bo to, co Kuba miał wcześniej, czyli te swoje dośrodkowania, to nie wiem, czy ktoś to liczył w ostatnich meczach, ale Kuba w ogóle ich nie dawał, a wtedy jest z niego pół zawodnika. Zawsze gdy wynik jest niepomyślny, to się zastanawiamy, czy powinien grać ten czy tamten. Jakbyśmy wygrali, nikt by się nad tym nie zastanawiał i wszyscy byliby zadowoleni.

 

Na tyle już znam Charliego, że już wiem, że dopóki mu się nie uda zdobyć tej swojej pierwszej bramki, to będzie miał problem, bo potem coraz bardziej „siada”. Dlatego lepiej jest go zmienić, a dziś ta zmiana nam wyszła, bo Surdykowski strzelił bramkę wyrównującą.

 

Z zespołami, które walczą w górze tabeli z nami o awans, jeszcze będziemy grać. Ja się nie załamuję, bo odrobiliśmy dużo już z tej jesieni, choć nie wszystko jest tak, jak być powinno, ale trzeba walczyć i wierzyć do samego końca.

 

Notował: Arkadiusz Skubek








Poprzedni Następny

Mapa Strony

|