TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan

Aktualności

img

03.12.2010

Trening pocieszenia.

Zgodnie z wcześniej założonym harmonogramem, o godz. 16.30 w piątek Arkowcy wyszli na jeden z ostatnich treningów w tym roku. Oczywiście miało to być ostatnie przetarcie przed meczem z Wisłą Kraków, ale decyzją Ekstraklasy S.A. to spotkanie odbędzie się dopiero pod koniec lutego. Nic zatem dziwnego, że podczas zajęć zabrakło ćwiczeń taktycznych, a piłkarze skupili się jedynie na czerpaniu przyjemności z ostatnich gierek wewnętrznych.

- Nie cierpię zimy – nie ukrywał filar gdyńskiej defensywy, Maciej Szmatiuk – Szkoda jednak, że nie będziemy jutro grać. Nie czujemy jakiegoś zmęczenia sezonem, jesteśmy dobrze przygotowani. Boisko też byłoby dobrze przygotowane i z pewnością zagralibyśmy dobry mecz. Wystarczyło przełożyć jeden, góra dwa spotkania, a reszta mogłaby grać, tym bardziej, że prognozy na weekend są naprawdę optymistyczne – dodał nasz obrońca.

Rzeczywiście, boisko na Narodowym Stadionie Rugby już dziś wyglądało na przyjazne grze w piłkę, a przy odpowiedniej kosmetyce z pewnością niczym nie odbiegałoby swoim stanem od spotykanego w poprzednich meczach. Niestety jutro posłuży jedynie do przeprowadzenia treningu, zamiast do rozegrania meczu ligowego…

Nadzwyczaj okazale prezentowała się dziś liczba trenujących Arkowców. Spośród wszystkich piłkarzy znajdujących się w kadrze naszej drużyny brakowało jedynie dwóch kontuzjowanych zawodników: Filipa Burkhardta i Piotra Robakowskiego. Do treningu indywidualnego przystąpił nieobecny od początku tygodnia Joseph Mawaye, który dziś towarzyszył w biegu dookoła boiska Denisowi Glavinie i Robertowi Bednarkowi. W zajęciach z drużyną brał już za to udział Adrian Sulima, również dłuższy czas zmagający się z urazem. Grono trenujących uzupełniali także obserwowani przez Dariusza Pasiekę Peruwiańczyk Douglas Ross oraz Bośniak Vlado Zadro

Po krótkiej rozgrzewce, piłkarze w trzech grupach grali w popularnego „dziadka”. Ich grze towarzyszyły już dobre humory i wzajemne żarty, co nie może dziwić, gdy niezbędne przed meczami skupienie tego wieczora już nie było konieczne. Po blisko dwudziestu minutach trener zarządził grę wewnętrzną, a pole gry wyznaczył dokładnie na połowie długości boiska. Okazało się, że ochoty do gry naszym zawodnikom wciąż nie brakuje, a ich postawa może upewnić nas w przekonaniu, że po miesięcznym urlopie wszyscy będą naprawdę spragnieni futbolu i pełni zapału rozpoczną styczniowe przygotowania do rozgrywek. Póki co, czeka ich jeszcze jeden trening w sobotnie przedpołudnie oraz poniedziałkowe testy, które zadecydują o obciążeniach zadanych im na okres urlopowy.

Skubi







Poprzedni Następny

Mapa Strony