TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan

Aktualności

img

06.12.2020

Piłkarze po meczu w Radomiu

Arka zdobyła punkt, a walka toczyła się w dość trudnych warunkach - zgodnie przyznali obaj nasi rozmówcy. Warto podkreślić ilość stworzonych sytuacji pod bramką gospodarzy, ale też dużo szczęścia w doliczonym czasie, gdy na medal spisał się Daniel Kajzer. Przed nami jeszcze w sobotę ostatni mecz w tym roku, który Arkowcy chcą zakończyć zwycięstwem.

 

Daniel Kajzer:

 

 - Dziś na pewno nie zawiódł charakter drużyny. Granie w takich warunkach i na takim boisku nie należy do najłatwiejszych. Nie chce szukać usprawiedliwień, ale na pewno murawa nikomu dziś nie pomagała. Mieliśmy swoje sytuacje w tym spotkaniu, ale nie udało się ich wykorzystać. Z trudnego terenu wywozimy jeden punkt – nie cieszymy się zbytnio z tej zdobyczy, ale też nie będziemy robić tragedii. Biorąc pod uwagę warunki, w których ten mecz się toczył, ten punkt jest cenny, bo choć mogliśmy zdobyć trzy oczka, to mogliśmy też wracać z niczym, bo w ostatniej swojej akcji Radomiak miał stuprocentową sytuację…

 

Po to jestem, żeby pomóc drużynie i w takich sytuacjach bronić, a chłopacy też mi pomagają, więc się uzupełniamy. O to właśnie chodzi, żeby jeden drugiemu pomagał.

 

Moim zdaniem to był mecz do pierwszej bramki – kto by ją zdobył, ten pewnie by wygrał, bo boisko nie pozwalało na konstruowanie nie wiadomo jak składnych akcji.

 

Ciężko nam bardzo cieszyć się z tego punktu, bo zbyt wiele punktów głupio pogubiliśmy wcześniej, a grając dziś za trzy mogliśmy dziś trochę tej straty nadrobić i doskoczyć do czołówki. Powtórzę jednak – punkt na wyjeździe z groźnym Radomiakiem nie jest najgorszy, choć apetyt na trzy punkty mieliśmy duży.

 

Plan na ostatni mecz jest prosty – wychodzimy, wygrywamy i kończymy ten rok zwycięsko. Wtedy spojrzymy na tabelę, jak to się wszystko poukładało i pojedziemy w spokoju spędzić Święta, a po Nowym Roku walczymy dalej.

 

 

Mikołaj Łabojko:

 

- Takie spotkania zwykło się nazywać meczem walki. Boisko nie pozwalało dziś na piękną grę, ale byliśmy na to przygotowani. W pierwszej połowie graliśmy pod wiatr, ale mimo to stworzyliśmy sobie więcej sytuacji niż Radomiak. Zawiodła nas skuteczność, bo coś z tych sytuacji powinniśmy byli strzelić. Koniec końców to Radomiak w doliczonym czasie stworzył sobie sytuację, którą mógł zamienić na gola, ale uratował nas „Kajzi”. Szanujemy ten punkt, bo już bywały mecze na wyjazdach, gdzie się odkrywaliśmy i wracaliśmy do Gdyni z niczym.

 

Miałem dwie okazje na strzał; w pierwszej chciałem uderzyć po „długim” rogu, ale odbił to obrońca na poprzeczkę. W drugiej trochę żałuję, że spróbowałem uderzać technicznie, bo chyba strzał siłowy mógł się okazać groźniejszy.

 

Szczerze przyznam, że nie spodziewałem się występu w pierwszym składzie na mecz z Koroną, ale bardzo chciałem z danej mi szansy w pełni skorzystać. Myślę, że wypełniłem wszystkie przedmeczowe założenia taktyczne i nawet jeśli nie był to występ jakiś spektakularny, to jestem z niego w miarę zadowolony. Tamten mecz zaprocentował odrobinę większą pewnością siebie, bo dziś czułem się trochę swobodniej i starałem się być aktywniejszy, brałem więcej gry na siebie. Zszedłem po pierwszej połowie, bo „Młynek” jest trochę bardziej usposobiony ofensywnie, a chcieliśmy powalczyć o zwycięstwo.

 

Korzystając z okazji chciałbym podziękować za wszystkie życzenia imieninowe, mam nadzieję, że te dotyczące udanych występów i bramek w Arce uda się wkrótce spełnić.
 
rozmawiał: Arkadiusz Skubek







Poprzedni Następny

Mapa Strony