TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
gdyniasport

Aktualności

img

25.09.2020

Tak wygląda Pan Piłkarz!

Smutna była Arka w poprzednim roku w Ekstraklasie. Nie tylko przez wisielcze nastroje, jakie panowały w zespole ze względu na zaniedbania Midaków oraz wyniki sportowe. Chodzi nam tu o kwestie kadrowe – masa przepłacanych gwiazdek, sporo zblazowanych ligowców, tylko o pojedynczych postaciach dało się powiedzieć, iż jeszcze im się chce. Brakowało tam kogoś, kto wniósłby do tej ekipy znacznie więcej polotu, fantazji. Czegoś ekscytującego w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

 

Brakowało Letniowskiego.

 

Niewielu jest w polskiej piłce takich graczy, o których da się powiedzieć, że kibice przychodzą na trybuny, by oglądać jego dokonania. Magnesem miał być Artur Boruc, lecz to 40-latek, który na razie nie pokazuje nic ciekawego. Z obecnych ekstraklasowiczów moglibyśmy wymienić jeszcze Daniego Ramireza, Jesusa Jimeneza, Bohara z Żivcem, wcześniej Jorge Felixa. I to w zasadzie tyle. W pierwszej lidze jest z tym jeszcze trudniej. Tu za poprzednie rozgrywki moglibyśmy wyróżnić na przykład Bartosza Nowaka, cała reszta imponowała bardziej efektywnością, niż efektownością. Ot, specyfika ligi, nie ma też się co za bardzo czepiać.

 

Teraz ktoś z tego gatunku objawił nam się w Arce pod batutą Ireneusza Mamrota. Powiedzieć, iż Juliusz ma piorunujące wejście w sezon, to jak nie powiedzieć nic. Zerkamy w same statystyki i widzimy 4 mecze, 6 trafień oraz 1 asystę. Kosmos, po którym szybko i śmiało można postawić tezę, że chłopak umiejętnościami przerasta zaplecze Ekstraklasy. Zresztą, eksperci też specjalnie się nie hamują w ocenie możliwości ofensywnego pomocnika. – Moim zdaniem w I lidze to nie żaden napastnik zdobędzie najwięcej bramek, lecz Letniowski właśnie. Mimo że na papierze będzie ustawiony na dziesiątce – przekonywał choćby Samuel Szczygielski w programie „Pierwszoligowiec” na antenie Kanału Sportowego. Inni uczestnicy dyskusji niespecjalnie oponowali.

 

My też nie bylibyśmy zdziwieni takim obrotem sytuacji, skoro chłopak dosłownie zamiata każdego, z kim przychodzi mu się mierzyć. Na dzień dobry gdynianie grali z Górnikiem Polkowice w Pucharze Polski i już w debiucie nasz bohater dwukrotnie pokonał bramkarza. Kibice nie mieli wątpliwości i na łamach portalu arkowcy.pl wybrali go graczem meczu. Parę dni później nastąpiła inauguracja I ligi, a Juliusz wbił kolejne dwie sztuki GKS-owi Jastrzębie, dzięki czemu załapał się do najlepszej jedenastki kolejki. Następnie trafił do siatki z Puszczą i asystował Jankowskiemu, raz też wpisał się na listę strzelców w rywalizacji z Miedzią. 

 

Te wszystkie cyferki na pewno cieszą Ireneusza Mamrota oraz wszystkich kibiców Arki, aczkolwiek zwróćmy też uwagę na same wrażenia estetyczne, jakie zapewnia pomocnik. Praktycznie w każdym meczu dostajemy powody do ochów i achów nad Letniowskim. Z takich mniej zauważalnych gołym okiem spraw warto docenić choćby to, jak ofensywny pomocnik potrafi rozpędzić atak swojej drużyny, by samą zmianą tempa zaskoczyć rywali. Nawet w meczu z Miedzią – paradoksalnie najsłabszym, chociaż to określenie brzmi zabawnie – udawało mu się to wielokrotnie. Przed oczami mamy na przykład daleki, crossowy przerzut na prawą flankę, po którym pod bramką legniczan zrobiło się cieplutko. Z GKS-em Jastrzębie też nie było inaczej, wielokrotnie bowiem bohater tego tekstu dostrzegał kolegów i dogrywał im idealne piłki w sytuacjach, gdy niejednemu, bardziej doświadczonemu pomocnikowi byłoby o to trudno.

 

Gdy sobie zestawimy to jak obecnie wygląda Arka, w dużej mierze za sprawą Juliusza właśnie, z tą ubiegłosezonową, mamy gigantyczny dysonans. Niczego nie chcemy ujmować Michałowi Nalepie, lecz pod kątem kreatywności trochę zgrzytamy zębami, myśląc o porównaniu tego, co oferował on, a co prezentuje Letniowski. A jakichś sensownych alternatyw dla niego też nie było. Aankoura nikt w Trójmieście nie brał na poważnie i chyba nie bez przyczyny, skoro do teraz nie znalazł nowego klubu. Cvijanović też okazał się nieporozumieniem, więc szybko się z nim rozstano. Tu też ciekawostka – kolejnego pracodawcę znalazł dopiero po roku! Następny w kolejce był Schirtladzie, lecz jego zbyt mocno trzymały się kłopoty zdrowotne i raczej widziano go na szpicy, a nie za plecami napastnika. 

 

Dopiero pod koniec sezonu, już za kadencji Mamrota okazało się, że zupełnie niesłusznie schowano do szafy Marcusa Viniciusa. W ostatnich 5 kolejkach Brazylijczyk znów stał się zawodnikiem wyjściowej jedenastki i wykręcił w nich średnią ocen na poziomie 5,80. Tyle że wówczas było już za późno na ratunek dla Arki.

 

No ale wróćmy do samego Letniowskiego – patrząc na jego występy można zastanawiać się, czy Dariusz Żuraw nie popełnił błędu, odsyłając chłopaka na wypożyczenie. Co prawda kołderka Kolejorza nie jest już tak krótka jak parę tygodni temu, aczkolwiek kłopotu bogactwa na pozycji ofensywnego pomocnika tam nie dostrzegamy. Jest Dani Ramirez, owszem, lecz nie oszukujmy się, że Marchwiński to na ten moment odpowiednie zastępstwo dla Hiszpana. 

 

Z drugiej strony słusznie wypadałoby zapytać skąd w ogóle można byłoby mieć pewność, iż Juliusz odpali tak samo w Ekstraklasie, jak obecnie w I lidze, zwłaszcza gdyby nie był pierwszym wyborem dla trenera? A no właśnie. No i jeszcze to zdrowie. Dobrze pamiętamy przecież jak długo trwała rekonwalescencja 22-latka po niefortunnej, groźnej kontuzji, która przydarzyła mu się niedługo po przejściu do Lecha. Rok minął, zanim udało mu się zadebiutować w Ekstraklasie, więc tym trudniej było mu się przebić gdzieś wyżej w hierarchii.

 

Mając to wszystko na uwadze należy stwierdzić, iż to wypożyczenie do Arki było najlepszym, co mogło przydarzyć się Letniowskiemu. Po pierwsze – bo Mamrot zaufał mu w pełni i uczynił centralną postacią zespołu. Po drugie – bo w Gdynie nie musi martwić się o liczbę minut, jakie dostanie. Po trzecie – bo to, w połączeniu z możliwością pokazania się na tle mniej wymagających rywali podbuduje jego pewność siebie. Że w piłkę gra się też mózgiem, w to chyba nikt z tu zebranych nie wątpi, prawda? Po czwarte – bo pokazując duży potencjał na zapleczu prędzej tak wywalczy większe zaufanie u Dariusza Żurawa na przyszły sezon, niż gdyby miał grzać ławę w stolicy Wielkopolski.

 

A nawet jeśli nie dostanie drugiej szansy w Lechu, to ktoś inny z Ekstraklasy na pewno się po niego zgłosi. Oczywiście zakładając pozytywny scenariusz, czyli że Letniowski utrzyma świetną formę przez cały sezon. Nie będziemy was kłamać – kibicujemy temu chłopakowi, bo mało jest w polskiej piłce rozgrywających, których tak dobrze się ogląda. Zbyt mało, a Juliusz zdecydowanie ma potencjał, by grać efektywnie przynajmniej na najwyższym polskim poziomie.

 

Autor: Mariusz Bielski

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony