TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan

Aktualności

img

11.10.2019

Człowiek z zasadami

Boczny obrońca Levadii Tallin Maksim Podholjuzin próbuje podać krótko po ziemi do środkowego pomocnika. Piłkę przechwytują jednak gracze Flory, a konkretnie znany z polskiej ekstraklasy Konstantin Vassiljev i po chwili goście zdobywają bramkę. Levadia przegrywa bardzo ważne derbowe spotkanie 1:2, estońscy dziennikarze krytykują Podholjuzina. Co robi trener przegranej drużyny Aleksandar Rogić? Udziela wywiadu, w którym swojego obrońcę ocenia tak: „Ta bramka by nie padła, gdyby Maksim wybił piłkę, ale ja nie chcę, by moi zawodnicy grali w ten sposób”. 

 

– Trener sprawił tymi słowami, że Maksim nie rozpamiętywał błędu. Rogić chce, żeby jego drużyna prowadziła grę, decydowała się na krótkie podania i jest w tym konsekwentny. Ma świetny kontakt z zawodnikami – mówi nam Marko Lipp, stoper Levadii, który w tamtej sytuacji próbował asekurować kolegę. – To fanatyk piłki. Wie o niej wszystko. Nigdy nie miałem tak dobrego trenera – dodaje Markus Jürgenson, inny obrońca estońskiego klubu. 

 

Duet z Anticiem

Od kilku tygodni Rogić był w kontakcie z właścicielem Arki Dominikiem Midakiem, a wczoraj (po dwóch dniach intensywnych rozmów) podpisał w Gdyni kontrakt, obowiązujący do końca przyszłego sezonu (z opcją przedłużenia). Doświadczenie szkoleniowe Serb zbierał u boku nie byle kogo – w latach 2008–2010 w reprezentacji Serbii był asystentem Radomira Anticia, znanego z pracy w Barcelonie i Atletico Madryt. Był ceniony przez zawodników i miał duży wpływ na kwestie taktyczne. Później ten duet pracował jeszcze w dwóch chińskich klubach, a Rogić, oprócz kadry serbskiej, był też asystentem w reprezentacji Ghany. Pracę w roli pierwszego trenera rozpoczął w Estonii, gdzie od lipca 2017 do 15 września tego roku prowadził Levadię Tallin (klub początkowo nazywał się FCI Tallin, ale po połączeniu z Levadią w listopadzie 2017 roku przyjął jej nazwę). Tam od początku zaczął budować swój wizerunek człowieka z zasadami. 

 

– Nigdy nie odmawiał wywiadu. Mało tego – upierał się, że przed każdym meczem ma się odbyć konferencja prasowa, co w Estonii wcale nie jest normą. Zawsze mówił ciekawie i nie bał się zwracać uwagi na problemy. Krytykował jakość muraw i niski poziom opieki medycznej. W Levadii dzięki niemu zaczęto zwracać większą uwagę na analizy statystyczne i odżywianie zawodników. Jest szkoleniowcem, który chce, by jego zespół dyktował warunki gry, a nie reagował na to, co robi przeciwnik. W klubie postawiono przed nim konkretne cele: mistrzostwo kraju oraz przejście pierwszego rywala w europejskich pucharach. Nie zrealizował ich, a mimo to działacze, zazwyczaj często zmieniający trenerów, dali mu kolejną szansę, bo zespół miał swój styl i uważali, że jest świetnym fachowcem – opisuje estoński dziennikarz Ott Järvela.

 

Spotkanie w Warszawie

We wrześniu tego roku Rogić stracił pracę po remisie Levadii (1:1) z przeciętnym JK Viljandi. Ten wynik oznaczał, że zespół traci dwa punkty do liderującej Flory. To właśnie Järvela przeprowadził duży wywiad ze szkoleniowcem tuż po zwolnieniu. Z tej rozmowy warto przytoczyć jeden fragment. Pytanie dziennikarza: „Nie chciał pan porzucać swojej piłkarskiej wizji i grać inaczej, dłuższymi podaniami, co mogło przynieść lepsze wyniki? Można powiedzieć, że został pan ofiarą własnej filozofii piłkarskiej?”. Odpowiedź Rogicia: „To prawda. W piłce nożnej oczywiście najważniejsze są wyniki, ale dla mnie one są akceptowalne tylko wtedy, gdy osiąga się je w odpowiedni sposób. Właśnie dlatego, mówiąc o swojej pracy w Levadii, często używałem słowa proces. Pragnąłem ją kontynuować, bo byłem przekonany, że rezultaty w końcu przyjdą. Mogę zagwarantować, że kolejny zespół, który obejmę, też będzie dążył do posiadania piłki i kontrolowania meczu. Wierzę w to. Według mnie właśnie na tym opiera się współczesny futbol”. 

 

Brzmi to trochę jak słowa Zbigniewa Smółki, który po objęciu Arki w czerwcu 2018 roku opowiadał w wywiadach, że jego zespół będzie grać atrakcyjnie, dominować i strzelać gole. Słyszeliśmy jednak, że obaj panowie, choć podobnie patrzą na piłkę, różnią się osobowością i Rogić wypada tutaj korzystniej. 

 

W grudniu 2017 roku Serb mógł już objąć polski klub zagrożony spadkiem. Jego kandydatura była rozpatrywana przez działaczy Górnika Łęczna, ale ci ostatecznie postawili na wariant polski, swojski. Zatrudnili Franciszka Smudę. Zespół spadł. 

 

Wiosną ubiegłego roku Rogić był przymierzany do Arki. Jeden z agentów polecił go Midakowi jako zdolnego, młodego szkoleniowca, będącego jednocześnie w zasięgu finansowym polskich klubów. W Warszawie doszło do spotkania Rogicia, Midaka i Piotra Włodarczyka, który już wtedy, choć jeszcze nieoficjalnie, pełnił funkcję doradcy w gdyńskim klubie. Serb zaskoczył wtedy swoich rozmówców, bo przyszedł na spotkanie znakomicie przygotowany. Przedstawił im autorską analizę, która pokazywała Arkę na tle innych drużyn ekstraklasy. Wynikało z niej, że ekipa z Gdyni w wielu elementach prezentuje się najsłabiej w całej stawce. – Rozmawialiśmy z nim, a także z trenerem Smółką. Obaj nam zaimponowali. Zdecydowaliśmy się wtedy na tego drugiego, bo chcieliśmy odbudować zespół, opierając go na zawodnikach z ekstraklasy i I ligi, a Smółka znał te rozgrywki – wspomina Midak. 

 

Przed Rogiciem konfrontacja z rzeczywistością. Arka zajmuje w tej chwili 14. miejsce. Spadkowe, bo w tym sezonie degradowane są trzy ostatnie zespoły. Niecierpliwi działacze zwolnili Jacka Zielińskiego i oczekują w najbliższym czasie lepszych rezultatów. Serb zadebiutuje w najważniejszym, derbowym meczu z Lechią, w dodatku na własnym boisku. Presja będzie olbrzymia i nie wiadomo, jak (gdyby Arka nie wygrała) ludzie zareagują na słowa o wynikach, które bez właściwego stylu nie są tyle warte. 

 

Jakub Radomski








Poprzedni Następny

Mapa Strony