TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan

Aktualności

img

04.10.2019

Antoni Łukasiewicz: Będziemy bardziej konkurencyjni

Arka nie godzi się z obecną sytuacją i walką o utrzymanie - mówi Antoni Łukasiewicz, dyrektor sportowy w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

Szymon Piórek: Jak przebiegło okno transferowe? W Gdyni sporo się działo.

 

Antoni Łukasiewicz (dyrektor sportowy Arki Gdynia): To intensywny czas dla mnie i klubu. Okno transferowe zaczyna się długo przed tym, gdy oficjalnie się otwiera. Przygotowania zaczynają się tak naprawdę dwa, trzy miesiące wcześniej. Selekcja zawodników, wstępne przymiarki, pierwsze negocjacje. Dla nas tym bardziej skończył się późno, bo transferów dokonywaliśmy jeszcze we wrześniu, a obecnie już zaczęliśmy pracę pod kolejne okno. To również wariacki czas. Początek sezonu nie był udany w naszym wykonaniu. Wkradła się w nerwowość, presja. Obecnie jesteśmy gotowi piąć się w górę tabeli i wyżej stawiać sobie poprzeczkę.

 

Szybko też musieliście działać, żeby zatrzymać Marko Vejinovicia. Początkowo się to nie udało, ale ostatecznie Marko trafił ponownie do Gdyni.

 

Każdy z nas po cichu wierzył, gdy Marko odchodził po sezonie, że przy korzystnym zbiegu okoliczności historia zatoczy koło i Marko ponownie zawita do naszego klubu. Należy podkreślić, że największą rolę w tym, że na naszych boiskach oglądamy Marko odegrał właściciel klubu Pan Dominik Midak. Wszedł do gry i przedstawił takie warunki, że byliśmy w stanie, mówiąc kolokwialnie pozamiatać konkurencję. Jego transfer to strzał w dziesiątkę. Ma ogromne umiejętności, które potrafi przekazać kolegom. Do tego jest liderem w szatni. Przyszedł wiosną w trudnych okolicznościach i bez wątpienia pomógł nam w utrzymaniu. Bardzo się cieszymy, że znowu mamy go na pokładzie.

 

Początkowe fiasko rozmów z Marko to jedynie kwestie finansowe, czy również sportowe i chęć powrotu do AZ Alkmaar?

 

Marko w pierwszej kolejności chciał wrócić do AZ, porozmawiać z nowym trenerem i powalczyć o miejsce w składzie. Te sprawy nie potoczyły się po jego myśli. Dzięki temu pojawiła się szansa dla Arki.

 

Strata Marko nie była jedyną tak poważną po sezonie. Odszedł chociażby Michał Janota. Czy dało się go zatrzymać?

 

Mieliśmy dżentelmeńską umowę. Już zimą miał ofertę z podobnego kierunku. W związku z tym oferta się ponowiła. Pogodziliśmy się z jego odejściem i nie blokowaliśmy transferu. Dla każdego piłkarza ważny jest nie tylko rozwój, ale i kwestie finansowe. A koniec końców i zawodnik, i klub na tym zyskali.

 

Arka mogła stracić więcej filarów, bo w klubie nie ma już Luki Zarandi. Z Arki bliscy odejścia byli Adam Deja, czy Damian Zbozień. Jak to jest pracować z ciągłą myślą uzupełniania ubytków po podstawowych zawodnikach?

 

Jest to ogromna odpowiedzialność spoczywająca na mnie i na wszystkich osobach, które tworzą pion sportowy w klubie. Każda decyzja, dotycząca transferu do lub z klubu jest bardzo trudna i obarczona ryzykiem. Piłka z perspektywy boiska nauczyła mnie umiejętności radzenia sobie w zmiennych warunkach. Z każdym kolejnym oknem transferowym zdobywam coraz większe, niezwykle ważne doświadczenie. Dzięki temu wiem, że w każdej sytuacji musimy być gotowi na odejście kluczowego zawodnika i równocześnie być przygotowanym na jego zastąpienie.

 

Początkowo Arka sprowadziła pięciu zawodników. Azera Bušuladžicia, Kamila Antonika, Sanitego Samanesa, Dawita Schitrladze i Fabiena Serrarensa. Z którym z nich wiążecie największe oczekiwania?

 

Chcielibyśmy, żeby każdy się sprawdził, bo przyszedł z inną funkcją. Antonik, by wzmocnić rywalizację na skrzydle i wśród młodzieżowców. Azer miał poniekąd wzmocnić i poukładać nasz środek pomocy po odejściu Marko. Davit miał trafić już do nas zimą, ale w jednym sezonie rozegrał mecze dla dwóch klubów i było to niemożliwe. Temat powrócił, gdy nie udało nam się dograć innych rozmów.

 

Sprowadzenie Santiego miało dać perspektywę po Luce Zarandii. Niestety boryka się z problemami zdrowotnymi i nie zdążył się jeszcze pokazać gdyńskiej publiczności. Najdłużej przeciągały się rozmowy z Fabienem Serrarensem, po którym liczyliśmy, że będzie regularnie strzelał gole. Na razie jego statystyki nie powalają, ale wciąż w niego wierzymy. Należy pamięć również o Michale Kopczyńskim i Marcinie Budzińskim. Michał bardzo pechowo rozpoczął swój pobyt. W przypadku Marcina, znany był nam jego potencjał piłkarski oraz uniwersalność jeśli chodzi o możliwość wykorzystania w linii pomocy.

 

W ostatnich dniach okna transferowego dokonaliśmy jeszcze dwóch wzmocnień. Trafił do nas Nando – typowo ofensywny zawodnik. Ma wysoką umiejętność gry jeden na jeden. Drugi z nich to transfer perspektywiczny i próba zwiększenia rywalizacji na lewej obronie, czyli sprowadzenie Samu Araujo z drugiego zespołu Atletico Madryt. Liczymy, że zaprezentuję swoją jakość w perspektywie kolejnych miesięcy. Oczywiście, działamy pod presją czasu i to, czy transfer się uda zależy od wielu czynników. Wierzymy, że proces aklimatyzacji będzie jak najkrótszy, bo nie możemy sobie pozwolić, żeby ktoś dochodził do formy pół roku. Oczekiwania na starcie są wysokie i najlepiej, by zawodnik był gotowy, by już wskoczyć do składu. Podsumowując, mimo nie najlepszego startu jesteśmy optymistycznie nastawieni do każdego z transferów i gorąco wierzymy w cały zespół oraz jego potencjał.

 

W letnim oknie trafiło do Arki trzech Hiszpanów. Od dłuższego czasu współpracujecie ze skautem z tego regionu. Na czym ona polega?

 

Tak, ale to nie jedyny skaut, z którym współpracujemy. Rynek hiszpański jest jednym z kilku, który analizujemy stąd tak dużo transferów z tego regionu. Jeśli pojawi się zawodnik z odpowiadającym nam profilem, interesujemy się nim analizując szczegółowo jego grę. Następnie weryfikujemy informacje wykorzystując opinię naszego skauta, którą dodatkowo potwierdzamy zbierając wszystkie inne możliwe wiadomości dotyczące piłkarza związane również z jego funkcjonowaniem poza boiskiem.

 

Jak się udało okno transferowe w Gdyni?

 

Z pewnością to był bardzo stresujący okres. Początkowo mieliśmy niską skuteczność. Pod koniec było już zdecydowanie lepiej.

 

Narzekał na to również trener Zieliński mówiąc, że z niektórymi zawodnikami pracował pierwszy raz kilka dni przed inauguracyjnym meczem.

 

Moim zadaniem jest, by kolejnym razem udoskonalić, przyspieszyć i uskutecznić działania negocjacyjne. Czas oceni skuteczność naszych ruchów transferowych. Najdłuższe nasze rozmowy trwały nawet siedem tygodni i ostatecznie skończyły się fiaskiem. Okno transferowe miało swoje fazy, a dla nas skończyło się dopiero po jego zamknięciu, czyli na początku września. Niektóre kluby z pewnością szybciej dokonały swoich transferów. Efekt naszych decyzji będzie widoczny w najbliższych miesiącach, a najlepiej zweryfikuje je miejsce Arki w tabeli ekstraklasy.

 

Właściciel Dominik Midak na konferencji prasowej, na której przedstawiono nowego prezesa, oznajmił, że Arka nie powinna być drużyną, która co roku walczy o utrzymanie, a o najwyższe cele. Te zdecydowane działania odbiją się również na skuteczności Pańskiej pracy?

 

Zwiększy to moje, a właściwie nasze możliwości działania. Pracowaliśmy w takich realiach, gdzie głównym założeniem było, żeby w pierwszej kolejności nie szaleć. Zatrudnienie części zawodników musieliśmy odrzucić na wstępie, bo ich oczekiwania finansowe były dla nas nierealne. Jak Pan zdążył zauważyć, po jasnej deklaracji właściciela dokonaliśmy jeszcze trzech transferów, więc reakcja była odpowiednia. Nie godzę się z tym, żebyśmy co roku walczyli o utrzymanie, przetrwanie i tylko egzystencję w ekstraklasie, ponieważ to nie gwarantuje żadnego rozwoju klubu Arka Gdynia. Poszedł jasny sygnał z góry, że Arka przestaje być klubem z problemami, tylko takim, który co roku będzie się rozwijał i wyznaczał ambitniejsze cele.

 

Mi jako dyrektorowi sportowemu, który odpowiada za załogę naszego flagowego okrętu – Arki pływającego po wodach ekstraklasy, decyzja ta ułatwi ruchy na rynku. Wierzę, że dzięki temu szerzej otworzą się drzwi na dokonywanie śmielszych ruchów. Jeśli będziemy wyżej w tabeli, otrzymamy więcej pieniędzy. Jak będzie więcej pieniędzy, zadbamy o rozwój strukturalny klubu. Jak zadbamy właściwy rozwój strukturalny znajdziemy się we właściwym miejscu, a więcej szans na grę w pierwszym zespole otrzymają nasi wychowankowie. Więcej pieniędzy przełoży się również na naszą konkurencyjność na rynku. Łatwiej będzie się prowadziło negocjacje. Okaże się wtedy, że takie przypadki jak z Marko nie będą odosobnione. Komunikat właściciela klubu Pana Dominika Midaka jest jasny, czytelny i zdecydowany, Arka nie godzi się z obecną sytuacją i będziemy wspólnie ciężko pracować nad budową mocnego i silnego klubu.

 

Niemniej Arka potrafiła zdobywać trofea – Puchar i Superpuchar Polski.

 

Tego nie zapomnimy, to nasza historia, piękna historia. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia. Przyzwyczailiśmy kibiców, że Arka klub z małym, czy średnim budżetem jest w stanie sięgać po trofea. Trzeba podkreślić, że udało się to dzięki temu, że klub był dobrze zarządzany i nie miał długów. Zbudowano kadrę na miarę naszych możliwości, która charakterem potrafiła zniwelować braki w umiejętnościach. Niemniej poprzeczka w ekstraklasie jest zawieszana coraz wyżej. Do tego doszły reformy o obowiązku gry młodzieżowca i spadku trzech drużyn przez co musimy stać się bardziej konkurencyjni. Utrzymanie byłoby bardzo trudne bez zdecydowanych inwestycji w zespół.

 

Gdyby taka deklaracja padła szybciej, udałoby się zatrzymać chociażby Lukę Zarandię?

 

Możemy teraz spekulować i gdybać. Może Luka zostałby z nami, a może odszedł dopiero w ostatnich dniach okna, kto to wie?

 

Szymon Piórek

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony