TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

23.10.2017

Arka zagrała z głową. Jagiellonia rozbita w Gdyni.

Lotto Ekstraklasa. Arka Gdynia pewnie pokonała u siebie Jagiellonię Białystok (4:1) w meczu 13. kolejki Lotto Ekstraklasy. W pierwszej połowie błysnął Rafał Siemaszko, a trzy gole padły po uderzeniach głową. Po zmianie stron gospodarze dołożyli dwa, dosyć dziwne, trafienia.
 

Tym niedzielnym popołudniem Arka stanęła przed ciężkim zadaniem. Chciała pokonać niepokonanych, bowiem Jagiellonia w obecnych ligowych rozgrywkach na wyjeździe jeszcze nie przegrała. Białostoczanie to jeden z tych niewielu zespołów, które w delegacji radzą sobie lepiej niż na własnym boisku i w delegacji punktują regularnie.

 

To w dużej mierze dzięki temu po 1/3 sezonu 2017/2018 plasują się tuż za podium, przy dobrych wiatrach mając w ten weekend nawet szanse na wskoczenie na sam szczyt ligowej tabeli. Podobnej perspektywy nie mieli gdynianie, lecz również oni w pełni zmotywowani wychodzili na to spotkanie. Ich dwa poprzednie starcia zakończyły się podziałem punktów, więc właśnie w tę pochmurną niedzielę mieli zamiar przerwać tę nie do końca korzystną serię. Tylko wygranymi mogli bowiem zapewnić sobie miejsce w grupie mistrzowskiej. A do końca rundy zasadniczej coraz bliżej…

 

Względem poprzedniego starcia, na mecz z Arką Ireneusz Mamrot dokonał kilku zmian w wyjściowej jedenastce. Najbardziej zaskakiwać mógł fakt wystawienia na boku defensywy ofensywnie nastawionego Przemysława Frankowskiego. Na skrzydłach mieli okazję zaprezentować się natomiast reprezentanci Litwy: Arvydas Novikovas oraz Fedor Cernych. Oprócz nich za atak odpowiedzialni byli Piotr Wlazło, Karol Świderski oraz Cilian Sheridan – napastnik, który w ostatnich tygodniach zaczął nieco zawodzić. Po raz drugi z rzędu wystąpić nie mógł natomiast jego zmiennik Łukasz Sekulski. Trzeba przyznać, że pierwsze minuty pozwalały korzystnie oceniać decyzje szkoleniowca Jagiellonii. To goście znacznie lepiej weszli w to spotkanie. Od razu ruszyli do ofensywy, dominując z początku przeciwnika. Nie oni jednak, a Arka już w 13. minucie wyszła na prowadzenie.

 

Na listę strzelców mocnym uderzeniem z okolic linii pola karnego wpisał się Michał Marcjanik, lecz pochwała należy się także Rafałowi Siemaszko. To napastnik uderzył w przewrotki w stronę bramki całkowicie zaskakując tym Mariana Kelemena. Futbolówka odbiła się jednak od poprzeczki i spadła pod nogi byłego reprezentanta Polski do lat 21.

 

Stracony gol dodatkowo zmotywował białostoczan, którzy kontynuowali swoje natarcia. Cillian Sheridan, dzięki sytuacjom stworzonym przez aktywnego tego dnia Arvydasa Novikovasa, Piotra Tomasika czy Przemysława Frankowskiego, miał kilka okazji by spotkać się z piłka w polu karnym, lecz na dobrą sprawę nie zagroził bardziej bramce Pavelsa Steinborsa. Mimo że mecz należał do wyrównanych, a futbolówka szybko pędziła z jednej strony boiska na drugą, więcej pracy miał Marian Kelemen. Doświadczony golkiper szybko zmuszony był skapitulować po raz kolejny. Tym razem pokonał go już sam Rafał Siemaszko. Kompletnie niepilnowany uderzył głową prosto w światło bramki.

 

Nie minęło jeszcze pół godziny gry, a Jagiellonia przegrywała już dwoma bramkami. Co jeszcze bardziej przy tym wyniku zaskakujące, białostoczanie z samego przebiegu tego spotkania wcale nie byli gorsi. W całej pierwszej połowie mieli przecież aż 64% posiadania piłki, oddając siedem strzałów w tym trzy celne. Tylko jednego z nich udało się zamienić na trafienie. Honorowego, jak się później okazało, gola zdobył dla podopiecznych Ireneusza Mamrota Taras Romanchuk, który najwyżej wyskoczył do piłki po dośrodkowaniu z rzutu wolnego.

 

Do przerwy więcej bramek już nie padło, chociaż na dobrą sprawę gdynianie mogli prowadzić już 4-1. Najpierw Rafał Siemaszko wychodząc do sytuacji sam na sam został przed polem karnym przewrócony przez Bartosza Kwietnia, a przed samym zejściem do szatni arbiter nie uznał trafienia Grzegorza Piesio. Jarosław Przybył dopatrzył się faulu Dawida Sołdeckiego na interweniującym Marianie Kelemenie. Rezultat 2-1 dawał jeszcze nadzieję białostoczanom, którzy w drugiej części gry chcieli zrobić wszystko, aby nie doznać tej pierwszej w sezonie wyjazdowej porażki.

 

Kolejne czterdzieści pięć minut również należało do wyrównanych, bo choć w tej części spotkania goście oddali więcej prób, to większość z nich okazała się niecelnymi. Ta statystyka to efekt cofnięcia się gospodarzy. Kolejne trafienia dawały im pewność zdobycia trzech punktów i pozwoliły skupić się na defensywie. Po godzinie gry gdynianie prowadzili już 3-1. Efektownie, a co nawet ważniejsze – efektywnie rzut wolny wykonał Marcin Warcholak. Ostateczny rezultat na 4-1 dla Arki ustalił natomiast piłkarz przeciwników. Niefortunna interwencja Piotra Wlazło sprawiła, że pomocnik zamiast wybić futbolówkę od własnej bramki, właśnie tam ją skierował.

 

Po tym spotkaniu bohaterami drużyny Leszka Ojrzyńskiego mogli być nie tylko strzelcy goli, ale również Pavels Steinbors. Bramkarz szczególnie w drugiej połowie wyczyniał między słupkami cuda. Poradził sobie z szybkimi i bardzo obiecującymi próbami Fedora Cernycha czy Karola Świderskiego, dając tym samym swoim kolegom ogromną pewność z tyłu. To również ona pozwalała im wychodzić z odważnymi kontratakami w pole karne Jagiellonii.

 

Mimo że obie ekipy walczyły aż po końcowy gwizdek, drobna niespodzianka stała się faktem. Jagiellonia doznała pierwszej wyjazdowej porażki, a Arka mogła cieszyć się z przerwanej serii remisów. Wygrana sprawiła, że gdynianie wskoczyli do górnej ósemki. Jak długo tam zostaną?

 

Atrakcyjność meczu: 7,5/10


Piłkarz meczu:  Rafał Siemaszko

 


psz, Kaja Krasnodębska

 

 

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony