TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

02.08.2017

38 lat temu Arka wrednie oszukana, z Midtjylland jest na siebie zdana.

Dzisiejsza Arka podąża śladem tej z 1979 roku. Obie pierwszy mecz w europejskich pucharach wygrały w Gdyni 3:2, lecz ta historyczna w rewanżu przegrała z układami. Teraźniejsza na szczęście skazana jest tylko na siebie.
 

Te dwie Arki wiąże mnóstwo podobieństw. Poza identycznym wynikiem w pierwszym meczu w europejskich pucharach analogiczna była też sytuacja szkoleniowa. W trakcie sezonu – tak jak Leszek Ojrzyński – tamtejszą drużynę przejął Czesław Boguszewicz. I również błyskawicznie – jak były trener Korony Kielce – został bohaterem klubu. Zdobył przecież Puchar Polski.

 

– Tyle tylko, że mój zespół ani przez moment nie był zagrożony spadkiem, więc tutaj byliśmy lepsi. Walczyliśmy do samego końca o pierwszą trójkę, a sezon skończyliśmy w środku tabeli – od razu poprawia nas trener zespołu z 1979 roku Czesław Boguszewicz.

 

– Przez te prawie 40 lat chodziłem na mecze Arki i czekałem, żeby wreszcie klub dokonał takiego osiągnięcia, jakie ma teraz. Niektórzy pytają mnie, czy nie jestem o to zazdrosny. Naprawdę uważają, że po wygranej z Lechem w finale Pucharu Polski myślałem sobie: „Cholera, zdobyli puchar! Nie!”? Wtedy raczej miałem myśli: „Niech w końcu zrobią coś więcej od nas. Ciągle to my musimy chodzić i prezentować się jako ci, którzy osiągnęli dla Arki najwięcej. A już jesteśmy starszymi ludźmi, czas na innych” – wspomina Boguszewicz. – Wreszcie jednak ten krok został zrobiony. Jestem dumny.

28-letni trener

Boguszewicz był nieporównywalnie młodszy od Ojrzyńskiego, gdy przejmował Arkę. Miał – uwaga! – zaledwie 28 lat! To tak, jakby stery nad gdynianami w roli trenera objął teraz na przykład jej pomocnik Adam Marciniak, który też ma 28 lat. Rzecz absolutnie niewyobrażalna. Bo przecież taki Krzysztof Sobieraj (35 lat) jest już za stary! Zatem rozmiary sukcesu nieopierzonego w fachu trenerskim Boguszewicza są nieco większe.

 

– Miałem skończone studia i zrobione papiery trenerskie, nie znalazłem się w Arce z kapelusza – mówi ówczesny szkoleniowiec żółto-niebieskich. Jak to się w ogóle stało, że tak młody chwilę wcześniej zawodnik został trenerem? – Świat piłkarski mi się zawalił, kontuzja oka, której doznałem, na amen zamknęła mi drogę do kariery zawodniczej. Ale wiedziałem, co chcę dalej robić. Działacze proponowali mi posadę w sztabie szkoleniowym, za co jestem im wdzięczny – dodaje.

Wrednie oszukani

Po sukcesie w kraju przyszła pora na Europę. Po raz pierwszy w historii Arka wygrała w Gdyni z Beroe Stara Zagora 3:2 w pierwszej rundzie Pucharu Zdobywców Pucharu. Ale przyszedł czas na rewanż, w którym arkowcy musieli się mierzyć nie tylko z kwestiami stricte sportowymi.

 

Pobyt w Bułgarii zaczął się sympatycznie – na lotnisku w Sofii przedstawiciele Beroe wszystkim członkom gdyńskiej ekipy wręczyli po czerwonej róży. Jak napisał w swojej relacji dziennikarz "Piłki Nożnej" Stefan Szczepłek: „w trakcie meczu płatki róż opadły, zostały tylko kolce”.

 

Bułgarzy od początku grali brutalnie, ale sędzia, Cypryjczyk Ermis Reires, zupełnie nie reagował. – Jeszcze przed meczem naszemu masażyście Sokratesowi Cyndzasowi, Grekowi z pochodzenia, udało się zamienić kilka słów z sędzią. Prosił go o sprawiedliwe sędziowanie, po starej „greckiej” znajomości, ale nic nie wskórał – wspominał tamto spotkanie przy okazji otwarcia nowego stadionu w Gdyni napastnik ówczesnej Arki Tomasz Korynt. Do śmiechu nie było nikomu.

 

– Kopali mnie, przewracali, było judo, zapasy, sporty walki. W piłkę to się za dużo nie nagrałem. To była wojenka. Już w przerwie nasz masażysta walczył z moim stawem skokowym. Kiedy schodziliśmy na przerwę, ich największy zakapior Petkow opluł Zbyszka Bielińskiego, a potem kopnął w kolano Jacka Pietrzykowskiego. Sędzia nie reagował – mówił nam wówczas.

 

– To były inne czasy. Nie było powtórek, nikt nie widział, czy gol padł ręką, czy z wyraźnego spalonego. To była walka z ustrojem, a my zostaliśmy wrednie oszukani – bez ogródek mówi Boguszewicz.

 

Obecna Arka jest już na szczęście skazana tylko na siebie. Takie manko, jak blisko 40 lat temu, jest nie do powtórzenia w dobie obserwowanej okiem dziesiątków kamer piłki nożnej.

 

– Przy tych możliwościach i oceny każdego przez każdego nic Arce nie grozi. Wszystko zależne jest od niej, choć zadanie jest piekielnie trudne. Ja jednak wierzę – uśmiecha się Boguszewicz.

 

Dawid Kowalski








Poprzedni Następny

Mapa Strony