TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan

Aktualności

img

28.07.2017

Znakomity powrót Arki do Europy.

Gdynia 38 lat czekała na taki mecz. Nic dziwnego, że wydarzeniu towarzyszyło wielkie oczekiwania i nadzieje, że gospodarze będą walczyć, a jeśli przegrają to z honorem. Po takiej porażce nikt nie miałby do arkowców pretensji, w końcu oni są kopciuszkiem w Lidze Europy. Na tle gdynian drużyna FC Midtjylland to stare wygi. Mimo tak wielkich różnic żółto-niebiescy swojej postawy nie muszą się wstydzić. Mistrz motywacji, czyli Leszek Ojrzyński wiedział jak przemówić do drużyny. Braki w umiejętnościach gdynianie nadrabiali walką i zaangażowaniem.

 

Już kilkadziesiąt minut przed meczem dało się wyczuć atmosferę wielkiego wydarzenia. Bilety wyprzedały się na pniu. Ostatnie sztuki były towarem tak chodliwym, że pewnie gdyby stadion miał pojemność 20 tysięcy, to też zapełniłby się do ostatniego miejsca. Wczoraj odnotowano rekord frekwencji na Stadionie Miejskim.

 

Wynik został poprawiony o... osiem osób. Ci, którzy wczoraj nie mogli pojawić się na trybunach, mają czego żałować! Arka stworzyła spektakl na europejskim poziomie. Widowisko, jakiego mało kto się spodziewał.

Rekordowe zainteresowanie meczem sprawiło, że nie wszyscy kibice zdążyli na pierwszy gwizdek sędziego. Część kibiców wchodziła na trybuny jeszcze długo po rozpoczęciu spotkania. Stracili jedynie pokaz fajerwerków na trybunach. To co najlepsze było dopiero przed nimi.

 

Święto na trybunach zaczęło się w momencie wyjścia obu drużyn z szatni. Kibice przygotowali oprawę w barwach klubu w asyście rac. Na sektorach „Górka” i „Tory” rozbłysło kilkadziesiąt flar. Ogólnie dało to bardzo fajny efekt wizualny. Inna sprawa, że zapewne nie obędzie się bez kary finansowej. UEFA wobec tego typu „wybryków” bywa surowa. Karze kluby z bezwzględną surowością.

 

Znamienne, że całość oprawy ozdobił transparent: „Jak wikingowie stawiamy czoła Europie”. A ambitną postawę przed meczem zapowiadał trener Arki Leszek Ojrzyński. I słowa dotrzymał. Gdynianie gryźli trawę, dosłownie - i w przenośni - jeździli na tyłkach. Dzięki temu przeciwstawili się doświadczonym na europejskich boiskach rywalom. Dość powiedzieć, że drużyna z Herning na trzynaście ostatnich sezonów jedenaście razy grała w pucharach. To najlepiej pokazuje różnicę między Arką, a Midtjylland.

 

- Amerykańscy naukowcy bawili się kiedyś w wyliczenia dotyczące meczu. I stwierdzili, że wpływ na przebieg spotkania ma 1500 różnych czynników. To między innymi dyspozycja dnia, doping kibiców, pogoda, nastawienie drużyny. Statystyka jest ważna w przygotowaniu do spotkania. Zawsze to jakaś podpowiedź w jakim kierunku działać. Przed meczem można mówić o faworycie, podawać suche liczby, a potem na boisku wychodzą niespodzianki. My taką szykujemy – mówił Ojrzyński.

 

Zaprzeczeniem statystyk był pierwszy gol dla Arki. Bo przecież to drużyna Jessa Thorupa powinna nadawać ton wydarzeniom. Tymczasem Marcus Vinicius uderzył z 20 metrów i piłka wylądowała w okienku. Szał radości na trybunach trudno opisać. Bramka taka zaskoczyła arkowców, że z niedowierzaniem łapali się za głowy. Sami nie spodziewali się takiego początku. Euforia jednak szybko się skończyła. Dwa szybkie wypady gości i zrobiło się 2:1 dla Midtjylland. Arka szybko się podniosła. Przeprowadziła szybką kontrę, zakończoną faulem Jespera Hansena na Patryku Kunie w polu karnym. Vinicius nie zadrżała noga i Brazylijczyk z polskim obywatelstwem podwoił swój wynik bramkowy. I znów trafił w okienko.

 

A trybuny po raz kolejny eksplodowały po bramce Rafała Siemaszki w doliczonym czasie gry. Wielka niespodzianka w Gdyni znów stała się faktem!

 

Arka Gdynia - FC Midtjylland 3:2 (2:2).

 

Bramki: 1:0 Marcus Vinicius (31), 1:1 Rilwan Hassan, 1:2 Marc Dal Hende (36), 2:2 Marcus Vinicius (39-karny), 3:2 Rafał Siemaszko (90+2).

 

Żółta kartka: Grzegorz Piesio (Arka).

Sędzia główny: Enea Jorgji (Albania). Widzów: 14 037.

 

Piotr Wiśniewski

 

KONFERENCJE:

 

Leszek Ojrzyński (Arka Gdynia):

 

Chłopakom należą się wielkie brawa. Oni walczyli do upadłego i do samego końca wierzyli w to, że mogą wygrać to spotkanie. FC Midtjylland to klasowa drużyna, a mimo wszystko udało nam się ją pokonać. Zawsze powtarzam, że nie wygrywa ten, który lepiej gra w piłkę, tylko ten, który wie, do czego zmierza.

Idziemy tropem starszych kolegów, którzy 38 lat temu wygrali 3:2 z Beroe Stara Zagora. Ale to koniec tropu, w rewanżu zamierzamy wygrać. Jednak spokojnie do tego podchodzimy.


Cieszymy się z wygranej, ale wiemy też o tym, że popełniliśmy wiele błędów, zwłaszcza przy stałych fragmentach gry. Przeanalizujemy je i będzie starali się je wyeliminować.

 

Teraz najważniejszy jest dla nas kolejny mecz ligowy. Obyśmy byli w tak dobrych nastrojach również i po nim. Jesteśmy świadomi tego, że w ciągu kilku miesięcy osiągnęliśmy naprawdę dużo. Nasza drużyna rośnie. Czy to już gdyńska banda świrów? Jeszcze nie, troszeczkę brakuje. Tam iskry szły przed, w trakcie i po meczu. Idzie to w dobrym kierunku, jeśli chodzi o wiarę.

 

Kun w ataku? Duńskie zespoły nie są przyzwyczajone do szybkich graczy na „dziewiątce”, dlatego zdecydowałem się na niego postawić. Potem wszedł Rafał Siemaszko i dokończył dzieło. Kun teraz wygląda jak bokser, jutrzejszy dzień więcej nam powie o stanie jego zdrowia. Niedawno oglądał w telewizji poczynania w ekstraklasie, a teraz gra na krajowym podwórku i dobrze prezentuje się w Europie.

 

Jess Thorup (FC Midtjylland):

 

Na środowej konferencji wszyscy powtarzali, że jesteśmy faworytami. Ja z kolei szansę oceniałem 50:50 i ten mecz to udowodnił. Podobała mi się postawa kibiców Arki, którzy robili dużo szumu i mocno wspierali swoją drużynę. Fani naszych rywali zrobili bardzo dobrą robotę. Co do wyniku 2:2 byłby dla nas korzystny. Ale nie nastawialiśmy się na obronę tego wyniku, chcieliśmy wygrać to spotkanie. Nie jesteśmy zadowoleni z porażki.

Arka niczym nas nie zaskoczyła. Zdziwiliśmy się tylko tym, że od pierwszych minut nie wystąpił żaden nominalny napastnik w ich drużynie. Rewanż? Szanse po raz kolejny oceniam 50:50. Strzeliliśmy dwa gole na wyjeździe, za tydzień gramy u siebie, mamy dobrą pozycję wyjściową.

 

Czy znałem wcześniej Rafała Siemaszkę? (śmiech) Analizowaliśmy jego grę, ale nie spodziewałem się, że strzeli nam gola w doliczonym czasie gry drugiej połowy. Tyle.

 

Współpraca: Łukasz Klinkosz








Poprzedni Następny

Mapa Strony


    

Arka Gdynia Copyright Arka Gdynia

 

|