TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

06.06.2017

Krzysztof Sobieraj: Wielki szacun.

Drugi dzień miesiąca w Arce Gdynia powinien zacząć być honorowany. 2 maja żółto-niebiescy po dogrywce pokonali Lecha Poznań 2:1, po raz drugi w historii zdobywając Puchar Polski. Natomiast 2 czerwca wygrali nad Zagłębiem w Lubinie 3:1, co dało im 13. miejsce w końcowej klasyfikacji i pozostanie w ekstraklasie na kolejny sezon.

 

- Przypominaliśmy sobie w szatni przed meczem, że jest równo miesiąc od sukcesu na Narodowym. Ponadto mówiliśmy sobie, że dla nas nie ma jutra. Liczy się tylko dziś i ten mecz. Wreszcie chcieliśmy udowodnić, że facetów poznaje się po tym jak kończą - zwierzał się Krzysztof Sobieraj przed kamerami Canal Plus Sport.

 

Od analogii z Pucharem Polski nie stronił też Leszek Ojrzyński

. On 10 kwietnia został zatrudniony w Gdyni właśnie po to, by zrealizować ligowe i pucharowe wyzwanie.

 

 

 

 

- Czuję się fantastycznie, choć po zdobyciu pucharu była jeszcze większa radość. Teraz było przede wszystkim ogromne ciśnienie Ten mecz decydował o całym najbliższym roku - mówił również przed telewizyjnymi kamerami trener Arki.


Gdyńskiemu klubowi po raz trzeci udało się zachować ekstraklasę dopiero w ostatniej kolejce. Jednak po raz pierwszy ta sztuka udała jej się na wyjazdowym zwycięstwie. W Lubinie był w drużynie duch i heroizm ze Stadionu Narodowego.

 

- Walczymy, rzucamy się pod nogi, nie dajemy Zagłębiu rozwinąć skrzydeł. Szczęście jest też przy nas, a "Siema" ma tego nosa i był gdzie miał być - analizował jeszcze w przerwie Damian Zbozień, który już w trakcie sezonu zamienił Lubin na Gdynię.

 

Wspomniany Rafał Siemaszko sprawił, że tylko przez 3 minuty w ostatniej kolejce Arka była poza ekstraklasą. Tyle czasu minęło od gola Górnika Łęcznej w Chorzowie do objęcia prowadzenia przez gości w Lubinie. Tak naprawdę żółto-niebiescy nie musieli oglądać się na to co robią rywale, gdy sami prowadzili.

 

- Dochodziły sygnały, że Łęczna wygrywa, co powodowało jeszcze większe ciśnienie. Ale dobrze w mecz weszliśmy. Zagęściliśmy środek pola, dużo sytuacji mieliśmy po przechwytach szybciej rozgrywaliśmy stałe fragmenty gry. Strzelone bramki dodały nam pewności. Szczęście było przy nas, bo oba gole padły po rykoszetach.

 

Jednak ciężko na nie pracowaliśmy, zespół harował na całym boisku. Pod koniec wielu prosiło już o zmiany. Gratuluję zawodnikom, bo wykonali fantastyczną pracę. Co prawda bramka stracona na początku drugiej połowy nieco zmąciła spokój, ale wynikało ona z tego, że dwóch zawodników za bardzo chciało dobrze zagrać w tej sytuacji - dodał trener Ojrzyński.

 

jag.

 

więcej: trojmiasto.pl








Poprzedni Następny

Mapa Strony