TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

13.08.2016

Tadeusz Socha: Emocje będą.

Tadeusz Socha urodził się we Wrocławiu, jest wychowankiem Śląska, z którym był m.in. mistrzem i wicemistrzem Polski. W sobotę obrońca może zagrać przeciwko temu klubowi po raz pierwszy w karierze.

Jacek Główczyński: Zdążył pan jeszcze zagrać w Wojskowym Klubie Sportowym Śląsk?

Tadeusz Socha: Nie. Był to już Wrocławski KS. Ale zdarzały się momenty, gdy byli lub aktualni wojskowi się przewijali i mieli coś w klubie do powiedzenia.

A podczas meczów, gdy piłkarze Śląska zerkali na trybunę honorową, mogli w pańskich czasach dostrzec jeszcze ludzi w galowych mundurach z medalami na piersiach?

Nie. Jak już to takie obrazki można było zobaczyć na wewnętrznych, klubowych imprezach związanych z jakimś sukcesem lub właśnie obchodami święta o charakterze wojskowym.

Czyli nie sądzi pan, że celebrowanie w 5. kolejce ekstraklasy Dnia Wojska Polskiego jakoś szczególnie zmobilizuje obecnych piłkarzy byłych klubów wojskowych Ślaska czy Legii?

Myślę, że nie. To inne czasach, choć historia gdzieś się przeplata. Jednak bezpośredniego wpływu na piłkarzy chyba nie będzie. Po prostu docenia się wojskowych i fajnie, że o tych ludziach się pamięta.

Pana służba wojskowa już ominęła?

Ja już byłem rocznikiem, który nie miał obowiązkowej służby wojskowej.

Żałuję pan, czy do broni pana nie ciągnie?

Chyba na razie broń mnie nie pociąga. Jednak nie wiadomo, co człowieka w życiu spotka. Na daną chwilę nie myślę, by wstąpić do wojska, czy udzielać się w jakiś paramilitarnych jednostkach.

W piłkarskiej ekstraklasie czuje się pan lepiej niż w I lidze?


Na pewno w ekstraklasie jest więcej taktyki niż fizyki, którą na daną chwilę chyba nie jest moją największą zaletą. W I lidze dużo było właśnie takiej walki siłowej. Są też zawsze znaczne oczekiwania wobec piłkarza, który przychodzi z ekstraklasy do tej ligi. Dlatego może w poprzednim sezonie moja gra nie wszystkim przypadła do gustu. Ale najważniejsze, że w tym sezonie rozegrałem wszystkie spotkania w ekstraklasie. Mam nadzieje, że tak będzie dalej. Czuję się na siłach grać w "11" i na pewno nie odpuszczę.

Obecnie już nie Przemysław Stolc, jak to było w poprzednim sezonie, a Damian Zbozień wydaje się być dla pana największym konkurentem.

Patrząc na Puchar Polski trener szuka, a może już znalazł dla Przemka nową pozycję, gdyż grał on jako środkowy obrońca. Natomiast Damian potwierdził w tych meczach, że chyba jest dobrym transferem Arki i na pewno będzie walczył o swoje.

Start Arki z 6 punktami, czyli połową możliwych do zdobycia w 4 kolejkach i 7. miejsce chyba trzeba uznać za pomyślny jak na beniaminka?

No tak, ale lepiej to wyglądało po trzech kolejkach, gdyż wtedy też mieliśmy 6 punktów. Dlatego teraz nie ma sensu zastanawiać się, czy dobrze czy źle wygląda w tabeli, bo to dopiero początek sezonu. Każdy mecz bez zwycięstwa powoduje, że się spada w tym zestawieniu. Dlatego trzeba dążyć, by regularnie punktować. Liczę, że po 5. kolejce znów podskoczymy w ekstraklasie.

 

W czasach, gdy pan ze Śląskiem zdobywał tytuł mistrza (2012), wicemistrza Polski (2011) i 3. miejsce w ekstraklasie (2013) główną siłą tej drużyny była ofensywa. Na początku tego sezonu wrocławianie imponują żelazną defensywą. Jest pan zaskoczony taką metamorfozą?

Myślę, że przede wszystkim jest to wyznacznikiem problemów finansowych Śląska. Nie oszukujmy się. Piłkarze ofensywni są drożsi, bardziej poszukiwani na rynku, ciężko takiego zawodnika znaleźć. Dlatego w takiej sytuacji dobra gra defensywna jest niezbędna, aby mimo wszystko pokusić się o jakiś sukces. Jeżeli ma się dużą jakość w ofensywie to ta obrona może być nawet średniej klasy, bo wówczas i tak ten przód zawsze narobi. We Wrocławiu siła ataku jest teraz słabsza, bo kiedyś było tam kilku jak nie kilkunastu zawodników, którzy zapewniali zdobywanie goli. Dlatego postawiono tam na obronę i okazało się, że mają tyle samo punktów co my, choć my strzeliliśmy 7 bramek, a oni tylko 2.

W Białymstoku miał pan okazję zagrać przeciwko Marianowi Kelemenowi, z którym występował pan we Wrocławiu. W Śląsku ma pan też jeszcze kolegów?

Jest kilku: Celeban, Pawelec, Kokoszka... Wrócił Biliński, z którym razem się wychowywaliśmy w Śląsku, a także Madej. Jednak zdecydowanie więcej jest tych nowych piłkarzy, z którymi ja nie grałem, włącznie z trenerem i sztabem.

Jeśli zagra pan przeciwko Śląskowi to będzie dla pana duże przeżycie?

Na pewno jakiś dreszczyk dodatkowy jest. To klub, w którym występowałem przez większość swojej kariery. Ale liczę, że to tylko wyjdzie na plus mojej grze. Może wystąpi dodatkowa mobilizacja? Jednak nie sądzę, gdyż każde spotkanie jest tak samo punktowane. Liczę, że mecz ze Śląskiem będzie udany przede wszystkim dla całej naszej drużyny. To ważne, bo gramy u siebie i trzeba wygrywać, by w tabeli iść w górę, budować pozytywną atmosferę. Tym bardziej po dwóch meczach wygranych u siebie po 3:0 te apetyty są dość duże. Śląsk ma też swoją serię, ale liczę, że tylko ta nasza będzie kontynuowana w sobotę.

Patrząc na statystyki Śląska można powiedzieć, że tak naprawdę to powinni martwić się ofensywni gracze Arki, by jako pierwsi w tym sezonie strzelić gola wrocławskiej drużynie, a nie obrońcy, bo ten rywal zdobywał gole tylko w jednym z czterech meczów ligowych?


Nie wiem. Na pewno w obronie też będziemy mieli sporo pracy. Są tam też zawodnicy kreatywni jak choćby Madej czy Morioka. Mają kim straszyć, bo ci piłkarze potrafią strzelać gole, a jedynie ich podstawowa strategia sprowadza się do tego, aby przede wszystkim zabezpieczyć tył.

Oba gole Śląsk strzelił Pogoni w Szczecinie po stałych fragmentach gry. Na ten element w obronie zwrócicie szczególną wagę?

Na pewno tak. Stałe fragmenty stały się bardzo ważną częścią futbolu. Już nawet Barcelona robi z tego użytek, gdy kilka lat temu złościła się przy tym fragmencie, bo przeszkadzał on im kreować grę i rozgrywać piłkę. My musimy być szczególnie czujni po Białymstoku. Jagiellonia pokazała nam, że nawet stały fragment z połowy boiska czy wrzut z autu może rozpocząć akcję na gola. A że Śląsk wykonawców też ma dobrych, musimy być skoncentrowani. To mogą być kluczowe bramki, które ustawią mecz. Tak jak my ustawiliśmy u siebie grę, szybko obejmując prowadzenie, tak na wyjazdach po zainkasowaniu trafienia już nie odwróciliśmy wyniku.

Czyli mecz Arka - Śląsk może być na 0:0 lub do pierwszego gola?

Wiele na to wskazuje. Oby ta dotychczasowa tendencja potwierdziła się, jeśli to my strzelimy gola. Natomiast, jak uda się to Śląskowi, to czas wreszcie byśmy potrafi odbić wynik.

 

Jacek Głowczyński

 

 http://arka.gdynia.pl/images/galeria_zdjecie/big/prasa060_c2df416f4a2b6da26c6863d107cce9f5.jpg








Poprzedni Następny

Mapa Strony