TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan

Aktualności

img

16.05.2016

Po Nitku do ekstraklasy.

Grzegorz Niciński od kilku lat wspinał się po trenerskiej drabince. Wreszcie zaszedł - razem z Arką Gdynia - na szczyt. Wkrótce pojawi się tam, gdzie długo był jako zawodnik - w ekstraklasie.
 
Od trzeciej ligi do ekstraklasy w raptem pięć lat? Właśnie taką drogę pokonał Grzegorz Niciński. To zaledwie 42-letni szkoleniowiec, który ma już na swoim koncie kilka sukcesów. Awans z Arką to jak dotychczas zdecydowanie największy z nich. Ale nie pierwszy w jego krótkiej karierze trenerskiej. Już wcześniej zdołał wprowadzić Gryf Wejherowo do drugiej ligi i awansować z nim do ćwierćfinału Pucharu Polski, co rozeszło się ogromnym echem, bo jego podopieczni walczyli z Legią Warszawa.
 
- Trener Niciński jest ambitny, charyzmatyczny i pracowity. Gdy go poznałem zaimponował mi dyscypliną swojej pracy. Do tego zna realia szatni. Wie jakie są w niej problemy i jak je rozwiązywać. Poza tym jest uczciwy wobec zawodników. Dlatego postawiłem na niego w Gryfie. Udało nam się wtedy trochę narozrabiać, bo awansowaliśmy do drugiej ligi i dotarliśmy do ćwierćfinału Pucharu Polski - powiedział Wiesław Renusz, dyrektor sportowy żółto-czarnych. Imponujące jest to, że w niespełna dwa lata zrobił z Arki drużynę na miarę ekstraklasy. Oczywiście nie uczynił tego samodzielnie (wielki wkład miał w to zazwyczaj niedoceniany Grzegorz Witt, drugi trener gdynian), ale to on firmował grę swoim nazwiskiem.
 
I to on wygrzebał zespół z miejsca barażowego, które zajmował we wrześniu 2014 roku. Przejął wówczas drużynę (wcześniej był asystentem) po zwolnionym Dariuszu Dźwigale.
 
- Był taki moment, że Grzesiek powiedział, że on odchodzi razem ze mną. Ale mówiłem mu wtedy - zastanów się trzy razy. Jesteś stąd, masz możliwość kontynuowania naszej roboty. Przekonywałem Grześka, żeby tak łatwo się nie poddawał. Wiem, że chciał postąpić tak jak powinien postąpić najbliższy współpracownik, ale miał moje pełne wsparcie, dlatego też może zdecydował się zostać - wyznał kilka tygodni temu na naszych łamach Dźwigała.
 
Całe szczęście, że nie odszedł. Kto wie, gdzie obecnie byliby żółto-niebiescy, gdyby Niciński podjął wówczas inną decyzję. Niemniej tamta sytuacja świetnie oddaje charakter 42-letniego trenera. Lojalny, sumienny, skupiony na swojej pracy, ale przede wszystkim charakterny. Jest też skromny. Nigdy nie chodzi z głową uniesioną w chmurach, lecz twardo stąpa po ziemi.
 
- Z wieloma trenerami miałem do czynienia, ale takiego drania nigdy nie miałem. Można powiedzieć, że to trochę dyktator. Ma zasady, których sztywno się trzyma. Jest bezwzględny i bezkompromisowy. Nawet kiedy notowaliśmy gorszą serię, to on nie ulegał presji, naciskom i dalej pracował zgodnie z planem. Dla niego nie ma nazwisk czy gwiazd, liczy się drużyna. Nie ma w nim pychy i nie zachłystuje się małymi sukcesami. A to domena wielkich wodzów. Muszę przyznać, że mnie nie zawsze było po drodze z trenerem. Nikt w życiu mnie tak nie ukarał jak trener Niciński, ale teraz mogę powiedzieć, że miał rację - przyznał Krzysztof Sobieraj, który doskonale zna Nicińskiego. Wcześniej razem w Arce występowali na boisku. Wiele osób podkreśla charyzmę trenera Arki. Bez niej zapewne nie zaszedłby tak daleko.
 
A tak naprawdę można powiedzieć, że to dopiero początek. Jego kariera wciąż przecież nabiera rozmachu. - Od miłości do nienawiści jest jednak mały krok. Cieszę się, że mogę się rozwijać, a moja praca przynosi efekty - powiedział przed startem rundy Niciński.
 
Patryk Kurkowski

 







Poprzedni Następny

Mapa Strony