TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
gdyniasport

Aktualności

img

19.08.2015

Ten sezon w I lidze pokaże, jak niewiele punktów potrzebnych będzie do awansu.

Takiego startu sezonu w XXI wieku w I lidze jeszcze nie było. Już po dwóch spotkaniach nikt w tabeli nie miał kompletu punktów. Ewenement, który świadczy o tym, że do awansu może wystarczyć rekordowo mała zdobycz punktowa. W tej całej sytuacji świetnie odnajduje się Arka Gdynia.
 

Trzy spotkania i siedem punktów - by znaleźć takie rezultaty u lidera po trzech meczach (identyczne, jak w tym sezonie mają liderujący Chrobry Głogów i Arka Gdynia) nie trzeba wcale głęboko grzebać w annałach futbolu I ligi polskiej. Wystarczy cofnąć się jedynie do sezonu 2013/14, by zauważyć, że po trzech seriach gier na przedzie tabeli były cztery zespoły z siedmiopunktowym dorobkiem: Dolcan Ząbki, Wisła Płock, Flota Świnoujście i GKS Bełchatów.

 

Sprawa wygląda nieco inaczej, gdy pod uwagę weźmiemy dwie pierwsze kolejki ligowe. Tutaj w XXI wieku próżno szukać lidera bez pełnej puli. A z takim mieliśmy do czynienia w tym sezonie. Jest to więc swoisty ewenement. Tegoroczni wyjątkowi liderzy po dwóch meczach, którzy zgromadzili po cztery punkty to Dolcan, Bytovia, Stomil i wspomniane Chrobry oraz Arka.

Ni mniej, ni więcej, świadczy to o nieprzewidywalności I ligi i utwierdza w przekonaniu, że każdy może wygrać z każdym. Przykładów daleko szukać nie trzeba: już w 2. kolejce Zawisza przegrał przed własną publicznością 2:3 z MKS Kluczbork. Beniaminek Zagłębie Sosnowiec ograło w Katowicach GKS, by później przed własną publicznością ulec Wigrom Suwałki 2:3.

 

- Ta liga jest taka, że możemy wygrać i przegrać z każdym. Nie możemy się zachłysnąć po tym, co mamy. I uwierzyć, że nie wiadomo jacy z nas piłkarze. Trzeba wyjść i za przeproszeniem się ze*** - zaznaczył pomocnik Arki Michał Nalepa.

Inaczej na szczęście ma się sytuacja z żółto-niebieskimi. Oni, po nieco pechowym, acz sprawiedliwym remisie z Zawiszą na inaugurację ligi, wygrali w Płocku 2:0 z Wisłą i rzutem na taśmę pokonali GKS Katowice w Gdyni.

- Do wszystkiego podchodzimy ze spokojem. Nie cieszymy się jakoś euforycznie po zwycięstwach, nie stajemy w kółeczku i nad wyraz nie okazujemy radości, bo wiemy, czego nam brakuje. A brakuje Arce dużo. Dopiero wówczas, jeśli każdy z nas da z siebie maksa, zagra na 100 proc., to jesteśmy mocni i groźni dla najlepszych. Do tego czasu nie zamierzamy się podpalać. Trenerzy cały czas nam powtarzają, że we wszystkim musi być równowaga. Nie mogą nam się grzać głowy - ostro ocenia kapitan Arki Krzysztof Sobieraj.

Spokój piłkarzy powinien być zaraźliwy dla kibiców żółto-niebieskich. Bowiem i Arce w tym sezonie przytrafią się zapewne słabsze momenty. Jeszcze niedawno przecież, bo dopiero na początku tych rozgrywek gdynianie przerwali niechlubną serię dziesięciu ligowych meczów bez zwycięstwa. Powyższe pokazuje, że w tym sezonie do awansu do ekstraklasy może wystarczyć bardzo przeciętny bilans spotkań i dorobek punktowy.

W XXI stuleciu na zapleczu ekstraklasy w tym względzie bezkonkurencyjny jest ŁKS Łódź, któremu w sezonie 2005/06 do bezpośredniego awansu do ekstraklasy z 2. miejsca w tabeli wystarczyło zaledwie 58 punktów (bilans 15-13-6)! Wydaje się więc, że w tegorocznych rozgrywkach - oprócz anormalnych statystyk po dwóch meczach - możemy też być świadkami rekordowo niskiej liczby punktów potrzebnej do promocji do wyższej klasy rozgrywkowej.

 

Dawid Kowalski








Poprzedni Następny

Mapa Strony