TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan

Aktualności

img

13.08.2015

Grzegorz Niciński po odpadnięciu z Pucharu Polski.

Na 1/16 zakończyła się w tym roku droga Arki po Puchar Polski. Odpadliśmy po rzutach karnych, które zostały rozegrane po raz pierwszy w historii nowego stadionu. Analizujemy wczorajszy mecz wspólnie z trenerem Nicińskim.

 

Przed porannym treningiem żółto-niebieskich spotkaliśmy się z trenerem Grzegorzem Nicińskim, wspólnie analizując mecz i przyczyny porażki. Zresztą, trener własną analizę miał już za sobą. Poszedł spać o 3 rano. Dziś też nie chował głowy w piasek i argumentował nam swoje decyzje. Zapraszamy do zapoznania się z jego punktem widzenia na wczorajszy mecz z Chojniczanką.


Czy używanie słów "rzut karny" jest już zakazane w szatni Arki Gdynia?

 

Na pewno nie kojarzy nam się zbyt miło. Mamy świadomość, że klasowy zespół, a za taki chcemy uchodzić, musi wykorzystywać takie okazje. Tych karnych nikt nam nie podarował. Z Zawiszą i w Płocku wywalczyliśmy je ładnymi akcjami, a wczoraj harówką przez 120 minut. Przed nami ciężka praca, bo karny to stały element futbolu. Zwrócimy na nie podwójną uwagę, planując kolejne jednostki treningowe.

 

W internecie pojawiło się wiele opinii, że nawet nie trenowaliście "jedenastek" przed tym meczem.

 

Nieprawdziwych opinii, bo poświęciliśmy we wtorek blisko pół godziny na rzuty karne. Jesteśmy profesjonalistami i wiedzieliśmy, że mecz z Chojniczanką może tak się skończyć.

 

Co zatem zawiodło?

 

To, co zawsze w takich przypadkach - głowa.

 

Dlaczego 19-letni debiutant strzelał jako ostatni?

 

Dla mnie nie ma znaczenia, czy ktoś strzela pierwszy czy ostatni karny. Każdy jest tak samo ważny. Nie możemy kategoryzować, że pudło Sebastiana było bardziej kosztowne niż Antka Łukasiewicza czy Rafała Siemaszki. Sebastian wykonywał karne w Otwocku, wygrał z Grześkiem Tomasiewiczem pojedynek na treningu. Ma ten element dobrze opanowany, niestety, gdy doszły emocje i nerwy, pomylił się.

 

Nie boisz się, że tak młody zawodnik może teraz "siąść" psychicznie?

 

Rozmawiałem dziś rano z Sebastianem. Przeżywa ten karny, ale ma od nas pełne wsparcie. Najgorsze co można teraz zrobić to obrzucać go błotem,  bo na to zwyczajnie nie zasłużył. Wziął na siebie odpowiedzialność w trudnym momencie, nie wyszło, ale to dla niego cenna lekcja, z której wyciągnie wnioski. Arka będzie miała jeszcze z niego pociechę.

 

Zaskoczyłeś nas, wprowadzając do gry aż trzech debiutantów. Wyglądało to jakbyś cele szkoleniowe przekładał nad awans.

 

Zacznę od tego, że ten mecz trzeba rozpatrywać pod szerszym kątem. Za nami trudne spotkanie w Płocku, które graliśmy, przypomnę, w niedzielę późnym popołudniem. A mecz z Katowicami czeka nas już w sobotę. W ciągu 6 dni terminarz zgotował nam trzy bardzo trudne mecze. Kibice wiedzą, że Marcus i Miro Bożok są kontuzjowani, a Paweł Abbott przed Płockiem nie trenował na pełnych obrotach. Ograniczyło nam to pole manewru i razem z trenerem Wittem mieliśmy łamigłówkę jak podzielić minuty pomiędzy zawodników, żeby nikogo nie "zajechać". Zdecydowaliśmy, że kilku kluczowych zawodników potrzebujemy w sobotę gotowych na 100%.

 

Mocno skrytykowaliśmy tę decyzję, ale trzeba przyznać, że z kilkoma wyborami trafiłeś. Paweł Wojowski i Przemek Stolc na bokach obrony rozegrali dobre zawody.

 

I bardzo mnie to cieszy. Konkurencja w zespole jest duża, obaj pokazali, że chcą walczyć o skład. Ale nie tylko oni, Damian Mosiejko do momentu feralnego błędu spisywał się bardzo poprawnie, debiut Rashida Yussuffa też oceniam pozytywnie. Nie zgodzę się, że to była rewolucja. Do gry weszli zawodnicy, którzy są blisko składu i kilku z nich pokazało swoją wartość. Mamy spory materiał do analizy.

 

Czyli jednak bardziej poligon doświadczalny niż bitwa o awans?

 

Znam smak meczów z Legią czy Derbów Trójmiasta i chciałem tego podobnie jak wszyscy kibice. Po to się w piłkę kopie od dziecka, żeby grać takie mecze. Mieliśmy w głowach plan na to spotkanie. I on się do pewnego momentu dobrze sprawdzał. Nasza gra zaczęła się psuć koło 60 minuty i trzeba było reagować. O zmianę poprosił Grzesiu Tomasiewicz, zdecydowaliśmy się na grę dwoma świeżymi napastnikami, żeby poszukać drugiej bramki. Mieliśmy piłką meczową, ale czasami o wszystkim decyduje jeden strzał czy przyjęcie piłki. Kiedyś jeden z moich byłych trenerów mawiał, że w piłce nożnej cienka linia dzieli rzeźnika od barana. Taki właśnie jest zawód trenera.

 

Rozmawiał: mazzano








Poprzedni Następny

Mapa Strony