TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

27.01.2015

Tomasz Banel: Celem jest stworzenie Arki o mocnych podstawach.

- Sytuacja, w której znalazła się Arka, trzy lata temu zmusiła nas do wprowadzenia planu naprawczego. W pewnym momencie pojawiła się bowiem groźba, że Arka jako klub przestanie funkcjonować - mówi w obszernej rozmowie z trojmiasto.sport Tomasz Banel, przewodniczący rady nadzorczej Arki Gdynia.

Piotr Wiśniewski: W przypadku Arki mówi się o planie trzyletnim. Idea zacna, ale kibice wciąż pytają, o co w tym chodzi. Jakie jest konkretne założenie tego planu?

Tomasz Banel: Sytuacja, w której znalazła się Arka, trzy lata temu zmusiła nas do wprowadzenia planu naprawczego. W pewnym momencie pojawiła się bowiem groźba, że Arka jako klub przestanie funkcjonować. Dlatego najpierw musieliśmy uporządkować sprawy związane z funkcjonowanie spółki, żeby Arka była klubem w pełni profesjonalnym. Stąd decyzja, że zaciągamy zobowiązania tylko do wysokości środków, które posiadamy. De facto wiąże się to z tym, że kontraktujemy zawodników, na których nas stać, a nie tych, którzy są naszym pobożnym życzeniem. Przede wszystkim chcemy być klubem wypłacalnym. Zamierzamy przestrzegać reguł kontraktowych i płacić piłkarzom możliwie regularnie. Jednocześnie musimy spłacać zaległości, których nie da się dłużej rolować. Możemy rozłożyć to na raty, ale odkładać w nieskończoność się nie da.

Naprawę budżetu rozpoczęliśmy od cięć, gdzie tylko się dało. Ograniczyliśmy wydatki do minimum. Na przykład na marketing. Jednak wkrótce wrócimy do wcześniej praktyki. Nowa Rada Nadzorcza oczekuje od zarządu polityki długofalowej, rozłożonej minimum na trzy lata. Żadnej drogi na skróty, czyli od sezonu do sezonu. Zespół ma być konsekwentnie budowany. To ma być drużyna na lata. Taka strategia ma rację bytu, ponieważ przykłady innych klubów pokazały, że po awansie do ekstraklasy ogranym składem szansa na pozostanie w ekstraklasie dłuższa. Grać rok w I lidze, potem rok w ekstraklasie i znów w I lidze niczemu nie służy. Powiem więcej - zaburza prawidłowe funkcjonowanie klubu. Dobrze wiem, że kibice chcą od nas deklaracji: "Tak, ekstraklasa będzie tu i teraz". Mając na uwadze wcześniejsze słowa i argumenty, to proces, który wymaga systematyzacji. Korporacyjności klubu nie buduje się w jeden dzień. Naszym celem jest stworzenie Arki o mocnych podstawach. Arki, która nie będzie bała się o swoją przyszłość.

Płynność finansowa jest zachowana?

- Nie ma dzisiaj w Polsce klubu, który nie boryka się z płynnością finansową. Cały czas szukamy jednak strategicznego sponsora lub nowego właściciela. Im bardziej będziemy transparentni i przejrzyści w swoich działaniach, mieli czytelny schemat organizacyjny, sprawne struktury, tym bardziej staniemy się atrakcyjni dla nowego właściciela, który z pewnością nie chce przejmować czegoś, co będzie dla niego kłopotem. Dlatego zasada transparentności klubu jest naszym priorytetem.

 

A na ile prawdopodobne jest wejście do Arki już niebawem nowego właściciela bądź sponsora strategicznego?

- Cały czas prowadzimy rozmowy na ten temat. A propos głównego właściciela - nie żądamy od takiego podmiotu tylko i wyłącznie wyłożenia "kasy na stół", chcemy, by ktoś taki miał pomysł na klub. Chcielibyśmy uniknąć przypadku Polonii Warszawa, gdzie główny właściciel przyszedł i zarządzał po swojemu, bez żadnej konkretnej wizji. Skończyły się czasy bezrefleksyjnego wspierania klubu na zasadzie "bo to frajda". Poza tym bycie głównym akcjonariuszem nie musi oznaczać wcale głównego finansującego klubu.

Wspomniane cięcia budżetowe odcisnęły swoje piętno w wielu dziedzinach funkcjonowania klubu.

- Zmuszeni byliśmy do renegocjacji umów z zawodnikami. Ograniczyliśmy liczebność sztabu szkoleniowego. Zrezygnowaliśmy z zagranicznych obozów przygotowawczych. Ograniczyliśmy przestrzeń biurową i liczbę etatów. Nie jest tajemnicą, że budżet Arki w dużej części pokrywają wpływy z miasta.


Czy bez tych pieniędzy Arka poradziłaby sobie finansowo?

- Obecnie miasto Gdynia to główny partner klubu. Jako główny sponsor ma wobec tego prawo do wglądu, jak klub jest zarządzany, jak i na co są wydawane pieniądze. Dlatego z woli prezydenta Wojciecha Szczurka, który bardzo interesuje się klubem, zostałem powołany na funkcję przewodniczącego rady nadzorczej jako przedstawiciel miasta w Arce.

Czyli Arce nie grozi casus Korony Kielce, która straciła głównego sponsora w postaci miasta i groziła jej upadłość?

- Nie, bo Arka ma właściciela.

A kto nim jest?

- Trzy spółki. MD Investments, firma C. Ulrich oraz Prokom Investment. Jedna z nich jakiś czas temu zarejestrowana była na Cyprze, teraz już w Polsce: w Gdyni i w Warszawie. Podmioty te będące właścicielami klubu nie przekazują środków finansowych na bieżącą działalność naszej spółki. Rozumiemy tę sytuację. Wspólnie jednak pracujemy nad optymalnym przygotowaniem klubu do nowego otwarcia. Na naszym przykładzie widać, że klub może funkcjonować nawet bez wsparcia akcjonariuszy.

Co to znaczy, że nie wspiera klubu w bieżącej działalności?

- To, że nasz roczny budżet na poziomie 5,5-6 mln zł zbudowany jest ze wspomnianych środków pochodzących z miasta, głównego komercyjnego sponsora firmy Polnord oraz 25 innych ważnych partnerów klubu plus oczywiście wpływy biletów i dochodów klubu. Od razu zaznaczę, że część z tej kwoty przeznaczona jest na spłatę zobowiązań. Nasz ambitny plan zakłada, że w przeciągu dwóch najbliższych lat spłacimy zobowiązania.


Ile długu pozostało?

- Operując procentami - 30.
 

Zakładając, że ten scenariusz się ziści, to możemy zakładać, że za trzy lata nie dość, że Arka wyjdzie na prostą, to w dodatku będzie mogła przekazać większą kwotę na transfery?

- Wszyscy sobie tego życzymy. Większość wydatków to wynagrodzenia dla zawodników, ale ważne jest, aby były wystarczające środki zarezerwowane na szkolenie i tych młodych zawodników, którzy w niedalekiej przyszłości powinni zasilić pierwszy skład drużyny. Przyjęty plan działań musi być jasny dla wszystkich, którzy pracują w i dla klubu. Nie ma być w tym żadnego przypadku.

A celem jestem ekstraklasa?

- Celem jest maksymalny efekt sportowy. Musimy głośno mówić o ekstraklasie. Bo skoro ktoś nie ma ambicji gry z najlepszymi nie powinien zajmować się sportem. Zamierzamy wypracować taki model, że nawet w przypadku braku awansu Arka jako klub nadal będzie normalnie funkcjonować.

 

Z czego zatem wynika dług Arki? Czy są to zobowiązania wobec spółek Prokomu?

- Też. Choć jest on po części także związany z bieżącą działalnością klubu. W żadnym wypadku nie są to zadłużenia wynikające z błędów kapitałowych. Oczywiście spora część tego długu wynika z niekorzystnych umów z piłkarzami podpisanymi w poprzednich sezonach i nadal trwają. Musieliśmy zabezpieczyć się na wypadek przegranych procesów sądowych. To z kolei ciągnące się sprawy za sezon 2007/08 [trenerem Arki był wówczas Wojciech Stawowy - red.]. Zawodnicy domagają się pieniędzy za ekstraklasę, a tak naprawdę awans wywalczyli dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Do dziś mamy kontakt z wieloma piłkarzami grającym niegdyś w Arce. Chwalą sobie klub, bazę treningową, czują się związanymi z żółto-niebieskimi barwami. Gdynia to bardzo atrakcyjne miasto. To też jest wymowne.

Kiedyś w środowisku panowało takie powiedzenie: "Nikt ci nie da tyle, co ci Widzew obieca". Arki to nie dotyczy?

- Działamy według innych reguł. Jedna rzecz to deklaracja, a druga rzeczywiste finanse klubu. Niedawno Widzew starał się o Bartka Ławę, ale w dzisiejszych czasach trzeba mierzyć siły na zamiary i "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu". W piłce nie ma takich pieniędzy, których nie dałoby się wydać. Co chwilę słyszymy o problemach finansowych polskich klubów. Przecież gigantyczne długi ma Wisła Kraków. Kłopoty Górnik Zabrze, Zawisza Bydgoszcz, Flota Świnoujście. I mógłbym wymieniać tak dalej... Staramy się, aby Arka uniknęła podobnego scenariusza. W Arce tłuste lata już się skończyły, trzeba racjonalizować wydatki i myśleć w dłuższej perspektywie. Zbudować kręgosłup zdrowego organizmu. Ta drabina ma wiele szczebli, a my te niższe mamy już za sobą.

Czyli?

- Chcemy zachować jasną strukturę z odpowiednim podziałem obowiązków. Dlatego stworzyliśmy czytelny pion sportowy, w którym doświadczenie łączy się z zapałem, entuzjazmem i żądzą sukcesu. Z jednej strony Michał Globisz i Edward Klejndinst, a z drugiej strony - Grzegorz Niciński. Ważnym elementem będzie skauting. To musi przynieść efekty. Bardzo bym chciał, aby ten team pozostał na lata.

I jakie są perspektywy?

- Są podstawy do optymizmu. Wracają do nas sponsorzy, których w Arce nie było parę lat. Są i nowi. Pewnie, że najlepiej byłoby ograniczyć się do pięciu dużych firm, jednak dla nas każda złotówka jest ważna. Jesteśmy po udanych rozmowach z Zarządem Morskiego Portu Gdynia.

Czy pan Piotr Wesołowski pozostaje w bliskiej komitywie z Arką?

- W strukturach klubu już nie funkcjonuje. Natomiast trzeba pamiętać, że jest przedstawicielem głównego komercyjnego sponsora firmy Polnord. Bardzo sobie cenię współpracę z panem prezesem Piotrem Wesołowskim. W skład naszej rady wchodzą cztery osoby. Oprócz mnie jest to pan Marcin Dukaczewski - przedstawiciel głównego akcjonariusza, Michał Globisz oraz Roman Walder. Mamy miejsce jeszcze dla dwóch członków, ale w obecnym składzie dobrze się rozumiemy.

Co wy jako Arka możecie zaoferować przyszłemu strategicznemu sponsorowi lub głównemu właścicielowi?

- Dobrą markę, jaką jest Arka, dobrych kibiców, transparentność w działaniu i finansach, pomysł na granie z najlepszymi, świetny stadion.


Jesteście przygotowani na każdy scenariusz?

- Wykluczamy zły scenariusz. Bo wierzymy, że najtrudniejsze chwile Arka ma już za sobą. Chcemy, żeby atmosfera wokół Arki być jak najbardziej pozytywna. Dążymy do tego, by Arka stała się przykładem zarządzania jakością - społecznej odpowiedzialności biznesu. Arka PR-owo ma się dobrze kojarzyć. Mimo wielu przeciwności w ostatnim czasie dojrzałością i zrozumieniem wykazali się kibice Arki. Mają prawo być zmęczeni tą huśtawką emocji. Kibic nie lubi słuchać, jak ktoś opowiada mu piękne bajki. Woli prawdę prosto z mostu. Świetnie sobie zdają sprawę z trudności, z którymi boryka się ich klub. Też przecież pracują w korporacjach, prowadzą własne przedsiębiorstwa. Mają jednak prawo wymagać dobrej, ambitnej gry. Opuszczać stadion z poczuciem dobrze wydanych pieniędzy na bilet i 90 min emocji.

 

Rozmawiał  Piotr Wiśniewski.

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony