
29 marca 2018
Dla kogo Wielka Sobota będzie nią też na boisku?
Do Gdyni przyjeżdża rozstrojony wewnętrznymi problemami mistrz Polski Legia Warszawa. Czy Arka to wykorzysta i z Wielkiej Soboty uczyni święto również dla swoich kibiców?
Spotkanie z Legią to jedna z trzech części w ciągu nadchodzącego tygodnia dla Arki. Na wielki trójmecz składa się jeszcze półfinał Pucharu Polski z Koroną Kielce i derby Trójmiasta z Lechią.
- Oby to naprawdę był wielki tydzień dla nas - życzy sobie trener Leszek Ojrzyński.
Legia w rozsypce czy scalona?
Podstawy ku pozytywnemu myśleniu trener Arki ma niemałe. Choć w głowie jeszcze tkwią myśli o feralnej porażce z Białegostoku, gdzie Arka straciła dwa gole w doliczonym czasie gry, to przed meczem z Legią dawno nie było tak optymistycznie. Składa się na to kilka czynników. Przede wszystkim odsunięcie od pierwszego zespołu rywala pomocnika Michała Kucharczyka. Jedne spekulacje jako powód takiego działania podają wynoszenie z szatni do mediów informacji, w co jednak mało kto wierzy. Drugie, oficjalne, mówią o niesubordynacji, do której sam zawodnik się przyznaje.
Bądź co bądź ostatnie doniesienia ze stołecznej szatni każą sądzić, że jedność i spójność zostały tam zachwiane. Nie jest to teoria naciągana, bowiem już wcześniej, jak choćby w meczu z Wisłą Kraków efekty podziału widać było na boisku. Podopieczni Romeo Jozaka nie tworzyli zespołu, byli wyraźnie gorsi od przeciwnika i odnieśli porażkę. W stosunku do samego szkoleniowca również powstaje wiele wątpliwości.
- Wbrew pozorom zachwiania w obozie rywala mogą być jego... asem w rękawie - twierdzi Ojrzyński.
- Trudności potrafią też scalić zespół. A jak będzie z Legią? Zobaczymy, bo to wszystko działo się w ostatnich dniach, więc wiemy tylko o problemach, a o reakcji na nie przekonamy się w Gdyni. Sam jestem ciekaw, jak to będzie, ale ja na pierwszym miejscu skupiam się na swojej drużynie - dodaje szkoleniowiec.
Oprócz Kucharczyka, u którego - jak zapowiada trener Jozak - rozbrat z pierwszym zespołem ma trwać dwa tygodnie, w Gdyni może zabraknąć najlepszego strzelca drużyny Jarosława Niezgody, z którym w składzie Legia wygrywa ponad dwa razy częściej.
- Mówimy tutaj o dwóch zawodnikach, ale wiemy jaki Legia ma budżet i kadrę. Dla niej dwa braki to nie braki, z całym szacunkiem do obu tych zawodników, oczywiście - uśmiecha się trener Arki.
Domowe Ojrzyńskiego z Legią podboje
Skupiając się przed tym meczem na Arce, trzeba pamiętać o kilku istotnych kwestiach statystycznych. Ojrzyński odkąd zawodowo pełni funkcję trenera, nie zwykł z Legią przegrywać. Wygrywał z nią dwukrotnie jako szkoleniowiec Podbeskidzia Bielsko-Biała i tyle samo razy w Koronie Kielce. Remisował zaś w roli trenera Górnika Zabrze. Ten trend dotyczy jednak tylko meczów domowych.
- Na wyjazdach źle się czuję - śmieje się Ojrzyński.
- U siebie łatwiej się zmotywować, do tego ma się kibiców za plecami, którzy w starciu z mistrzem Polski na pewno ponoszą jeszcze bardziej. I nas i kibiców na taki mecz nie trzeba nakręcać. Mimo to te zwycięstwa brały się z rozsądnego podejścia do meczu. Nie możemy iść na hurra, bo przy takim jakościowo rywalu łatwo możemy zostać skarceni. Tak, jak pokazali za miedzą - w kilka minut potrafili ukarać Lechię i zamknąć mecz - przypomina.
Dodatkowo Gdynia powoli znowu staje się twierdzą, bowiem nikt nie znalazł tu drogi do bramki Pavelsa Steinborsa w rozgrywkach ligowych od czasu listopadowych derbów z Lechią. Czyste konto łotewski bramkarz zachował w pięciu następnych meczach ekstraklasy.
- Będziemy grać o to, by ci, którzy przyjdą zobaczyć Arkę, mieli co z tego dnia wynieść. Najlepiej trzy punkty. Siła rażenia nam się zwiększa, bo wszyscy napastnicy są zdolni do gry. Natomiast o obronę w Gdyni ostatnio nie muszę się martwić. Mamy więc wciąż szanse na ósemkę i trzeba o nią walczyć - podsumowuje Ojrzyński.
Dawid Kowalski