- Dla nas był to bardzo ciężki i ważny mecz, można powiedzieć że przełomowy. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, gdzie przyjeżdżamy - do ŁKS‑u, który gra dobrą piłkę, ale nie punktuje i nie wygrał od 6 spotkań. Czytaliśmy łódzką prasę. My jednak jesteśmy w takiej sytuacji, że żaden innych wynik nas nie urządzał. Stanęliśmy na wysokości zadania i bardzo się z tego cieszę. Chłopcy zagrali dobry mecz pod względem taktycznym i motorycznym. Po 5 miesiącach odnieśliśmy zwycięstwo wyjazdowe, na które czekaliśmy od kwietniowego spotkania w Kielcach. Przełamaliśmy złą passę i widzimy światełko w tunelu. Nie zachłyśniemy się tym zwycięstwem, bo sytuacja jest dalej ciężka. Wierzę jednak, że krok po kroku wyjdziemy z tego.
Oglądając mecze ŁKS‑u widzieliśmy, że łodzianie przyciśnięci popełniają błędy w defensywie i staraliśmy się to wykorzystać. Zagraliśmy wysokim pressingiem i dostaliśmy za to nagrodę. Dwie pierwsze bramki ustawiły mecz. Po przerwie niepotrzebnie daliśmy tlen rywalowi, ale potem dwie bramki po ładnych akcjach "zakończyły spotkanie"
Wymóg młodzieżowca zmusza nas do różnych rozwiązań. Do tego dochodzą kontuzje i trzeba było to jakoś dopasować. Kuba Wawszyczk dał dziś radę. Rozegrał ładne akcje z Skhirtladze i Nalepą. Skhirtladze gdy przychodził, wiedzieliśmy, że ściągamy dobrego piłkarza, który miał długi rozbrat z piłką. W środku pola daje nam on kilka możliwości i zagrał już na kilku pozycjach. Ma już 4 strzelone bramki i jest naszym najlepszym strzelcem.
Zeszło z nas ciśnienie po meczu, ale wciąż jesteśmy w strefie spadkowej. Zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji. Jeden mecz nie zmieni jednak niczego. Potrafimy grać w piłkę. Niektórzy z naszych piłkarzy muszą się jeszcze dopasować i wtedy wszystko powinno się już zazębić.
Kazimierz Moskal (ŁKS):