- Wysoka porażka, uważam zbyt wysoka. Trzeba pogratulować Cracovii dobrego usposobienia. Dostali od nas łatwą bramkę i wyszli na prowadzenie. Staraliśmy się później kreować grę. W pierwszej połowie piłkarze gości oddali dwa strzały i zdobyli dwie bramki.
Dziś na tle rywali wyglądaliśmy dużo słabiej. Patrzyłem już w statystyki i było to bardzo widoczne. Nie chce zrzucać tego, że graliśmy dużo meczów w Pucharze Polski, więcej niż Cracovia, bo to nie była przyczyna. Czasem tak po prostu jest. Bywają mecze, gdy nic się nie układa. Próbujemy kreować grę, dośrodkowywać, oddawać strzały, niestety nic nie wychodzi. Piłki są zbijane, trafiają pod nogi przeciwników, którzy kontratakują.
Próbowałem ratować ten wynik ofensywnymi zmianami. Przy 0:2 czułem, że jeśli strzelimy bramkę, to będzie szansa wyrównać. Nie udało się niestety.
Czułem, że taki mecz może przyjść. Musimy tę porażkę przyjąć po męsku i robić swoje. Jeszcze daleka droga przed nami, aby uzyskać powtarzalność w grze. Gra obronna zawiniła przy pierwszych dwóch bramkach - nie musiało ich być. Mamy w tej kwestii dużo do poprawienia.
Gra wynika z tego, jak się czujemy na boisku. Dziś fizycznie Cracovia byłą lepiej dysponowana. Brakowało nam pressingu, z jakiego słynęliśmy z gry u siebie. Boisko było ciężkie, nogi nie niosły i gra nam się nie układała. Przegraliśmy ten mecz motorycznie i mentalnie - po głupio straconej bramce. Wydolność była, bo po 60 min. mecz się wyrównał, ale przez kontrataki Cracovii skończyło się, jak się skończyło.
Będę bronił moich piłkarzy. Była w nich złość sportowa i chęć pokazania się dobrze po dwóch porażkach. Boisko jest ciężkie, a brakowało nam świeżości, jaką miała Cracovia i jaką i my chcielibyśmy mieć. Czasem dwa‑trzy dni w mikrocyklu są bardzo ważne. Mecz z Jagiellonią kosztował nas dużo zdrowia. Dziś daliśmy tyle, ile mogliśmy i widziałem to po moich zawodnikach. To był dziwny mecz, ale nie mogę mieć pretensji za niego.
notował: MU