TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport
grandprixgdyni

Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

13.08.2018

Arka Gdynia - Górnik Zabrze 1:1

Kilkadziesiąt minut przed meczem nad stadionem w Gdyni pojawiły się ciemne chmury, które zwiastowały nadejście opadów i to takich z gradobiciem. Potężna ulewa trwała kilka minut, ale to wystarczyło, aby zrobiło się bardzo rześko i przyjemnie. Takie oczyszczenie powietrza po okresie upałów było piłkarzom potrzebne.

 

Mieli dzięki temu bardzo dobre warunki do gry. Oczyszczenia głów potrzebowali zawodnicy Arki, których, po nie najlepszym starcie w sezonie, spotkała krytyka za styl. A na konferencji gromy spadły na skrzydłowych gdynian. Trener Zbigniew Smółka dał do zrozumienia, że boczni pomocni w tym sezonie są bezproduktywni.

 

- W tych trzech meczach graliśmy bez skrzydeł. Ktoś nam je odciął - powiedział Smółka, który sprawiał wrażenie mocno poirytowanego pytaniami dziennikarzy na tematy gry jego drużyny. 

 

Niezadowolenie Smółki z postawy bocznych pomocników oraz uraz Luki Zarandii sprawiły, że w wyjściowej jedenastce żółto-niebieskich nie było ani jednego skrzydłowego (Nabil Aankour nie znalazł się nawet w kadrze meczowej), stąd zmiana ustawienia na 1-4-3-3. Smółka mocno zagęścił środek pola, co w tym sezonie jeszcze mu się nie zdarzyło. W linii zagrało trio Michał Nalepa, Dawid Sołdecki, Andrij Bohdanow. 

 

Trener Arki szukał jakiegoś rozwiązania, które przyniesie Arce pierwszego gola w tych rozgrywkach. Po bramce Pogoni zdobytej przeciwko Cracovii, Arka pozostawała jedynym zespołem ekstraklasy bez bramki. Gdynianie mieli duży problem ze stworzeniem sytuacji. Szukali akcji oskrzydlających bocznych obrońców, ale i to nie dawało efektu. Pod bramką byli dziwnie sparaliżowani. Nie to co Górnik. Ale goście mieli już na koncie pierwsze zwycięstwo i ciśnienie pierwszej wygranej tak ich nie paraliżowało jak gdynian.

 

Górnicy swoje akcje budowali spokojnie. Grali konsekwentnie, czekali na moment, żeby zadać cios. I doczekali się w doliczonym czasie pierwszej połowy. W drugim meczu z rzędu świetnie pod bramką rywala odnalazł się Dani Suarez. Tydzień temu strzelił bardzo efektownego gola, w Gdyni ułożył nie mniej efektownie, bo szczupakiem. Trafił piłkę na tyle mocno, że nawet dobrze broniący od początku spotkania, Pavels Šteinbors nie miał szans na skuteczną interwencję. 

 

Przez kilkanaście minut drugiej połowy Arka grała z przewagą jednego zawodnika. Po faulu na Mateuszu Młyńskim drugą żółtą kartką ukarany został Adrian Gryszkiewicz. Młyński w tygodniu poprzedzającym spotkanie został zgłoszony przez Arkę do rozgrywek ekstraklasy, w sobotę usiadł na ławce, a tuż po przerwie doczekał się debiutu w gdyńskim zespole. Presja spotkania nie zjadła 17-latka. 

 

Licznik odliczający kolejne minuty gdynian bez trafienia w ekstraklasie zatrzymał Michał Janota. Pomocnik huknął zza pola karnego nie do obrony. To był jego pierwszy gol na poziomie ekstraklasy od 23 maja 2014 roku, czyli 2318 minut.

 

POWIEDZIELI PO MECZU

 

Marcin Brosz (trener Górnika Zabrze): Oglądaliśmy bardzo ciekawe spotkanie. Było w nim wiele emocji, sytuacji, kibice mogą być zadowoleni. Wiedzieliśmy, że bramka Daniego nic nie zmieni, bo Arka grała u siebie i na pewno ruszy do przodu. Potwierdziły to ofensywne zmiany trenera Smółki. Nie chcę oceniać kontrowersyjnych sytuacji, bo mogliśmy sobie pomóc i wygrać. Mieliśmy wystarczająco dużo sytuacji ku temu dlatego rozliczajmy przede wszystkim siebie. Budujemy ten zespół, potrzebujemy czasu żeby to scementować. 

 

Zbigniew Smółka (trener Arki Gdynia): Źle rozpoczęliśmy spotkanie. Bojaźliwie, nerwowo. W przerwie powiedziałem coś, czego nigdy nie wybaczę – nie podjęliśmy walki. Nie istnieliśmy w pierwszej połowie. W przerwie padło wiele mocnych słów. Natomiast możemy być dumni z walki w drugiej połowie. Byliśmy blisko, aby wygrać ten mecz. Dostałem mnóstwo SMS-ów od ludzi, którzy oglądali spotkanie, wspominali o kontrowersjach. Moi piłkarze mówili, że był ewidentny karny po zagraniu piłki ręką. Będę miał fajny sen, bo dzisiaj był Młynek, którą swoją postawą na treningach skłonił mnie do tego, aby na niego postawić. Dał dobrą zmianę. Uważam, że należał się karny po faulu na nim. Jak jest dobrze to młody piłkarz wchodzi ze świadomością, że coś zepsuje. A ja powiedziałem mu, żeby wszedł, pokazał, co potrafi, bo nie ma nic do stracenia. Bardzo nam pomógł.

 

Piotr Wiśniewski

 

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony