TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport
grandprixgdyni

Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

13.08.2018

Walcząca Arka wydarła remis z Górnikiem. Sygnał dał nieopierzony młodziak

Piłkarze Arki Gdynia dalej pozostają bez wygranej w nowym sezonie ekstraklasy. Zremisowali 1:1 z Górnikiem Zabrze, choć wszystko wskazywało na ich porażkę. Paradoksalnie w końcówce byli za to bliżsi wygranej.
 

Trener Zbigniew Smółka przed meczem zapewniał, że przyczyną słabej dyspozycji na początku sezonu jest dezaktywacja skrzydłowych. – Jeśli już tak drążycie temat, to powiem tak: wszystkie trzy mecze ligowe zagraliśmy bez skrzydłowych. I to jest klucz. Dlatego prezentowaliśmy się tak, a nie inaczej. Nie da się stworzyć sytuacji, jeśli w ustawieniu 4-3-3 skrzydłowi nie funkcjonują i nie potrafią stworzyć sobie sytuacji. Nie są w optymalnej dyspozycji. Zdaję sobie z tego sprawę.

 

Z Górnikiem w kadrze meczowej nie było zatem ani Luki Zarandii, ani Nabila Aankoura. Gruzin ma mikrouraz stopy, natomiast byłego gracza Korony Kielce zabrakło z powodów rodzinnych. Patrząc na ostatnie mecze ligowe, brak Gruzina to żadna strata. Jedyny dowód na to, że przebywał na boisku, stanowiły raporty meczowe. Nie pomógł Arce w niczym, co zresztą podkreślał sam Smółka. – Prawda jest taka, że póki co nie pomógł nam w żadnym meczu ligowym, nie wygrał żadnego pojedynku – mówił zdecydowanie trener Arki, który w meczu z zabrzanami przeszedł na typowe 4-3-3.

 

Aż trudno jednak uwierzyć, że brak aktywnych skrzydeł to jedyny powód niepowodzeń Arki. Problem wydaje się być bardziej złożony, a starcie z Górnikiem większymi fragmentami to potwierdzało. Akcje były nieprzemyślane, spontaniczne, bardzo niedokładne i nerwowe. Kiedy już udało się gospodarzom tworzyć wcześniej zaplanowane akcje, to były one na tyle czytelne, że zawodnicy Marcina Brosza bez trudów sobie z nimi radzili. Dobrze było dopiero w końcówce.

Sygnał dał nastolatek

W efekcie Górnik po złapaniu oddechu toczył spotkanie pod własne dyktando. Przeważał i zasłużenie wyszedł na prowadzenie, gdy dośrodkowanie z rzutu rożnego strzałem głową na gola zamienił Dani Suarez. Trener Smółka w swoich działaniach wyglądał na kogoś, kto nie wie, komu z zawodników może zaufać.

 

Po meczu „banicji” dla Michała Nalepy postanowił 23-latka ponownie delegować do składu. Zmienił mu też nieco rolę. Z typowego defensywnego pomocnika, którego zadania nie do końca pasują samu zainteresowanemu, dał Nalepie nieco więcej swobody. To Dawid Sołdecki miał zabezpieczać linię obronną. Nalepa więc przebywał częściej bliżej swoich napastników, ale i to niczego nie zmieniło. W jednej z przerw w grze Smółka najwięcej pretensji miał do niego właśnie. Efekt? Na drugą połowę pomocnik już nie wybiegł.

 

Nalepę zastąpił... 17-letni Mateusz Młyński! Skrzydłowego Smółka dołączył do pierwszego zespołu przed startem sezonu. Błyskawicznie dał mu szansę. Akt desperacji? Działania po omacku? Można było tak przypuszczać, szczególnie że młodziutki Młyński, co nie dziwi, miał spętane nogi.

 

Ale to właśnie ten niepozorny nastolatek, nikomu wcześniej nieznany, stworzył największe zagrożenie pod bramką Górnika w tym spotkaniu, szarżując bez pardonu w pole karne. Faulem na drugą żółtą kartkę musiał powstrzymywać go Adrian Gryszkiewicz.

Wykluczenie odmieniło Arkę

Ta kartka zmieniła na boisku wręcz wszystko. Górnicy cofnęli się na własne pole karne, nie kwapili się też, by często je opuszczać. Arka dalej nie porywała, ale wzięła zabrzan pod panowanie. Konkrety zbliżały się drobnymi krokami. Najpierw z rzutu wolnego po faulu na Młyńskim minimalnie pomylił się Michał Janota, a chwilę później pierwszy strzał w meczu dopiero w 80. minucie (sic!) oddał głową Rafał Siemaszko. Trzeba dodać, że najgroźniejszy w wykonaniu Arki w tym sezonie.

 

Janota, któremu szczęścia zabrakło przy stałym fragmencie gry, odbił sobie silnym pociskiem z gry. Złamał akcję do środka i huknął ze swojej lepszej lewej nogi. Strzał otarł się o perfekcję, był tak precyzyjny, że Tomasz Loska nie miał szans na skuteczną interwencję. Gospodarze, choć otarli się o trzy punkty, remis i tak muszą wziąć za dobrą monetę. Przez większość meczu gra ponownie wyglądała słabo.

 

Arka Gdynia – Górnik Zabrze 1:1 (0:1)

Bramki: Janota (88.) – Suarez (45+2.)

 

 Dawid Kowalski

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony