TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Aktualności

img

16.12.2017

Pożyteczny w ataku, ale bez goli.

Grzegorz Piesio w przeszłości lubił ponarzekać. W Arce z kolei jest człowiekiem od czarnej roboty w ataku, kimś na zasadzie Smerfa Pracusia.


Skąd w ogóle porównanie do postaci z popularnej bajki "Smerfy"? Piesio kiedyś miał w zwyczaju ponarzekać. Trener Dolcanu Ząbki Robert Podoliński, wymyślił więc mu ksywkę "Smerf Maruda". - To było dawno... - uśmiecha się pod nosem pomocnik Arki. - U trenera Leszka Ojrzyńskiego nie ma miejsca na maruderów. Gdybym przychodził i mu marudził to pewnie dawno bym wylądował na trybunach. Lepiej robić swoje i siedzieć cicho - przekonuje Piesio, który w Arce ma pewien plac.

 

W większości spotkań ligowych gra w podstawowym składzie. - Mamy taki styl, że musimy zasuwać na boisku. Może trener widzi, że się staram, wykonuje czarną robotę i przez to we mnie wierzy? Ale swoje też musiał odcierpieć.

 

Z Lechem Poznań na przykład wszedłem z ławki. Byłem w słabszej formie, a to miało mi pomóc wrócić do odpowiedniej dyspozycji. Czasami człowiek musi usiąść na ławce żeby przemyśleć pewne sprawy i wrócić silniejszym - przekonuje zawodnik gdynian.


Prawdą jest, że Ojrzyński ceni walczaków, dlatego Piesio dostaje tyle szans. - Smerf Pracuś? Nie przesadzajmy. Robię na boisku swoje. Walczę, nie odpuszczam, bo tego wymaga nasz trener - tłumaczy. Miejsce w podstawowej jedenastce gdyńskiej drużyny wywalczył bardzo szybko.

 

- Chichot losu polega na tym, że w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu chciałem żeby Arka przegrała, bo wtedy Górnik by się utrzymał. A potem trafiłem do Arki. Nie spodziewałem się, że po tak krótkim procesie aklimatyzacji od razu wskoczę do składu akurat na mecz Superpucharu Polski z Legią Warszawa - wyjaśnia Piesio.


Ofertę z Gdyni potraktował jak dar od losu. - Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że chce mnie klub z ekstraklasy, z której niedawno spadłem. Nie musiałem robić krok w tył. Dobrze się stało, bo w Górniku raczej bym nie został - przekonuje.


- Ostatnie pół roku przed Arką to był stracony czas. Nie było mi po drodze z trenerem Franciszkiem Smudą. Cieszę się, że trener Ojrzyński we mnie wierzy. Wszystko jednak ma swoje granice, bo moje liczby 0 goli, 1 asysta) póki co nie powalają - podkreśla Piesio.

 

Piotr Wiśniewski








Poprzedni Następny

Mapa Strony