TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka Gdynia Sport

Aktualności

img

28.11.2017

Szwoch wreszcie zagrał na miarę oczekiwań.

Mateusz Szwoch był ostatnio najbardziej krytykowanym piłkarzem Arki. W meczu z Sandecją (5:0) udowodnił jednak jak duży ma potencjał. Oprócz dwóch bramek, zaliczył piękną asystę do Rubena Jurado.

 

Fala krytyki wobec Mateusza Szwocha przybrała w ostatnich tygodniach na taką skalę, że nawet dobre zagranie pomocnika w meczu przechodziło bez echa. Szwoch nie grał wprawdzie na klasycznej "10", ale wymagano od niego kreatywnej gry i przede wszystkim asyst. I tutaj wiele osób miało rację.

 

Swoją postawą 24-latek nie zachwycał, bo trudno mówić o dobrej formie skoro w dwunastu spotkaniach ekstraklasy miał na koncie jednego gola (w dodatku z karnego) i ani jednego skutecznego ostatniego podania, a mimo to trener Leszek Ojrzyński regularnie wystawiał go w składzie. Za to szkoleniowcowi często się obrywało od kibiców. Ojrzyński bronił zawodnika, widział w nim to, czego większość nie potrafiło dostrzec.

 

Tłumiona radość

Z Sandecją Szwoch zagrał w końcu tak jak powinien grać środkowy pomocnik. Na początku meczu podaniem z pierwszej piłki otworzył drogę do bramki Rubenowi Jurado. Potem skutecznie wykonał obie jedenastki. Po bramkach nie okazywał jednak zbytniej radości. – Wystarczy prześledzić moje wcześniejsze bramki z karnych. Nigdy po nich nie podbiegam do trybun i nie skaczę z radości – mówi. – Widziałem Rubena kątem oka. Wiedziałem gdzie zagrywam. Czy to najładniejsza asysta w mojej karierze? Chyba nie. Cieszę się, że udało się podać idealnie w tempo – dodaje.

 

Przekonuje, że głosy krytyki do niego nie docierały, bo skupiał się na grze. 

 

– Przez ostatnie dwa miesiące nie przeczytałem o sobie żadnego artykułu. Czasami dzwonił znajomy i dopytywał jak sobie radzę z krytyką. Ja się zastanawiałem, o co chodzi. Śmieszą i dziwią mnie takie opinie na mój temat, że nic nie daje drużynie. Nie muszę się z tym zgodzić, każdy ma prawo do opinii. Staram się podołać oczekiwaniom. Nie zawsze jest kolorowo, ale trzeba żyć dalej. Trzeba zauważyć, że w tym sezonie nie gram za plecami napastnika i często muszę asekurować kolegów – zwraca uwagę pomocnik Arki.

 

Wcześniej tak efektowne mecze, jeśli chodzi o liczby, Szwocha w ekstraklasie można było policzyć na palcach jednej ręki. W poprzednim sezonie, w jednym z pierwszych spotkań z Ruchem Chorzów zaliczył trzy asysty i potem zniknął na jakiś czas. 

 

– Nie mam takich obaw. Żyję z meczu na mecz. Co to da jak po dobrym spotkaniu będę się zastanawiał kiedy następny? Nie zaprzątam sobie głowy takimi rzeczami. Tylko ode mnie zależy co będzie w kolejnych spotkaniach – przekonuje.

 

W meczach ze Śląskiem Wrocław (2:1) i Sandecją Szwoch grał w środku pola obok Siergieja Kriwca, który wcześniej był pomijany w składzie żółto-niebieskich. 

 

– Już mecz ze Śląskiem pokazał, że na boisku jest miejsce dla mnie i Siergieja. Poza tym nie jesteśmy tym samym typem pomocnika – wyjaśnia Szwoch.

 

Z karnych nie pudłuje

24-latek wszystkie trzy gole dla Arki w obecnej kampanii strzelił z rzutów karnych. Także pięć bramek z poprzedniego sezonu padło po strzałach pomocnika z jedenastego metra. 

 

– W meczu oficjalnym jeszcze nie zdarzyło mi się nie strzelić karnego. Na treningach z kolei zdarza mi się spudłować. Po to zresztą treningi żeby pokombinować, poszukać innych rozwiązań. W trakcie meczu staram się uderzyć blisko bocznej siatki – mówi zawodnik.

 

Piotr Wiśniewski








Poprzedni Następny

Mapa Strony