TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

27.11.2017

Sandecja rozbita w Gdyni! Historyczny wynik.

Arka odnosi najwyższe w historii zwycięstwo w ekstraklasie. Gdynianie już po kwadransie prowadzili trzema golami. Dwa z pięciu goli gospodarze strzelili z rzutu karnego, do podyktowania których sędzia potrzebował technologii VAR.

 

Mateusz Szwoch był ostatnio najbardziej krytykowanym piłkarzem Arki. W trzynastu wcześniejszych meczach strzelił jednego gola i miał zero asyst. Z Sandecją pomocnik podbił swoje statystyki. Asystował przy golu Rubena Jurado, a sam dwa razy pokonał Michała Gliwę. Dla bramkarza Sandecji to był fatalny wieczór, wpuścił pięć goli, w dodatku to on ponosi winę za bramkę Adama Marciniaka. Obrońca Arki strzelał z bliska głową, uderzył lekko, a piłka przeturlała się pod rękami Gliwy.

 
W ogóle mecz ułożył się dla gości fatalnie. Już po kwadransie Arka prowadziła 3:0. Strzelanie rozpoczął Jurado, który wykorzystał świetne podanie z pierwszej piłki od Mateusza Szwocha. Potem 24-latek skutecznie wykorzystał rzut karny. Na decyzję arbitra z przyznaniem jedenastki gdynianie musieli jednak poczekać blisko dwie minuty. Zbigniew Dobrynin długo analizował sytuację na powtórkach zanim wskazał na wapno. Miał rację, bo ręką w polu karnym zagrywał Adrian Danek. 

 

Wideoweryfikacja pomogła także Dobryninowi przyznać drugiego karnego gospodarzom pod koniec drugiej połowy. Dobrynin wstrzymał akcję, udał się do stanowiska, gdzie mógł obejrzeć powtórki, po chwili wrócił i pokazał na punkt oddalony od bramki o jedenaście metrów. Po kolejnej takiej sytuacji w meczu piłkarze Sandecji tylko uśmiechali się pod nosem, nie dowierzając w to co się dzieje. Ale pretensje mogą mieć do siebie, bo i tym razem VAR zdał egzamin.


Sandecja szybko dostała trzy ciosy, bo pierwszy kwadrans spotkania bramką zamknął Sergiej Kriwiec. Białorusin rozegrał drugi z rzędu mecz w wyjściowym składzie. I w tym czasie zaliczył asystę pierwszego i drugiego stopnia (we Wrocławiu), zdobył też pierwszą bramkę w gdyńskim zespole.

 

Kriwiec akurat zwieńczył najładniejszą akcję żółto-niebieskich, w której z dobrej strony pokazał się jedyny nowy piłkarz w składzie Arki w porównaniu z poprzednim spotkaniem, Luka Zarandia. Sandecja tylko bezradnie patrzyła jak gospodarze budują kolejne akcje i strzelają kolejne gole. Zespół Radosława Mroczkowskiego kontynuuje serię bez zwycięstw. Od teraz seria ta wynosi osiem meczów. Po raz ostatni komplet punktów beniaminek zdobył 17 września (1:0 z Bruk-Betem).

 
To był też historyczny mecz dla gdynian. Otóż odnieśli najwyższe zwycięstwo w ekstraklasie w swojej historii. Przebili tym samym wynik z Górnikiem Łęczna (5:1, 2007 rok).

 

POWIEDZIELI PO MECZU

 

Radosław Mroczkowski (trener Sandecji): Nie spodziewaliśmy, że po dobrym meczu w defensywie z Lechem, nagle stracimy tyle goli. Momentami miałem wrażenie, że VAR był tylko w jedną stronę. Przynajmniej tak z naszej perspektywy to wyglądało. Karny na 2:0 jest kontrowersja. Jestem zwolennikiem dobrego sędziowania a przy VARze zawsze będą kontrowersje. Jak dla mnie za długo trwała ocena sytuacji, nie rozumiem tego. Nam w drugiej połowie na przykład nie przyznano karnego, a nawet z ławki widziałem, że piłkarz Arki dotknął piłkę ręką.


Wynik boli, ale nie poddajemy się. Będziemy dalej walczyć, teraz każdy punkt będzie jeszcze cenniejszy. Gdyby Kolew lepiej trafił mogliśmy wygrywać, a tak po chwili przegrywaliśmy.Szybko stracone bramki dały komfort Arce. Mogła budować akcje bez większego obciążenia. 

 

Leszek Ojrzyński (trener Arki): To naprawdę sztuka zagrać mecz na tak wysokiej koncentracji, nie stracić gola, gdy do przerwy prowadzi się 4:0. Udało nam się mieć kontrolę przez większość meczu. Było z nami i szczęście i VAR też. Wcześniej VAR nie pomógł Arce. W przerwie był dobry moment na to aby przypomnieć chłopakom spotkanie z Bundesligi. Borussia też prowadziła 4:0, a zremisowała 4:4. Mówiłem, że dziś niczego nie można być pewnym, skoro nawet w Bundeslidze takie spotkania się zdarzają. Tym większa słowa uznania dla drużyny, że zagraliśmy na zero z tyłu. 


Dostaliśmy zastrzyk powietrza. Ocena sytuacji z VAR-em? Dzisiejsza piłka tak się zmieniła, jest szybka, że sędziowie wolą poczekać z podjęciem decyzji, bo wiedzą że mają podpórkę w zapisie wideo. Może nie jest to atrakcyjne dla kibiców, dla nas trenerów, bo czekamy w zawieszeniu. Nie byliśmy jednak pierwsi, którzy to przeżyli, bo w tym sezonie było już kilka takich sytuacji w ekstraklasie.

 

Piotr Wiśniewski

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony