TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport
grandprixgdyni

Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

16.11.2017

Arka w połowie sezonu zasadniczego.

Podczas 15 meczów ekstraklasy w Arce działo się wiele. Została królową remisów, ma też najmniej porażek z zespołów dolnej ósemki tabeli. Po fantastycznej serii spotkań bez porażki zanotowała jednak ostatnio dwie porażki.

Punkt mniej to fakt, a nie miara

O jeden punkt mniej od Arki z zeszłorocznych rozgrywek w analogicznym momencie, gdy jeszcze jej trenerem był Grzegorz Niciński, zdobyła ta z czasów Leszka Ojrzyńskiego. Wielu żółto-niebieskich kibiców fakt ten zaczyna jednak mylić z miarą, wróżąc szkoleniowcowi taki sam los, jaki spotkał poprzednika. Że skoro Niciński został zwolniony w momencie, gdy Arka sięgała ligowego dna, a w tym samym momencie rozgrywek miała o punkt więcej, to Ojrzyński wyprowadzi zespół na jeszcze większe manowce.

 

Wiosna Nicińskiego to jednak wyczyn, który byłby „trudny” do powtórzenia (bilans 3-2-10). Tu natomiast oceny należy dokonać pewną miarą, nie zaś patrząc na statystykę punktu mniej od poprzednika. Arka nabiera sznytu Ojrzyńskiego i sznyt ten wielu może się nie podobać, ale sprawił on, że drużyna zgarnęła dwa krajowe puchary w ciągu dwóch miesięcy, odprawiając z kwitkiem dwie topowe firmy: Legię i Lecha. Do tego, mimo porażki, ambitnie zagrała na arenie europejskiej.

 

– Zejdźmy na ziemię. Nie jesteśmy, jak niektórzy myślą, tuzami polskiej piłki – apelował kilka dni temu o chłodne głowy sam Ojrzyński.

 

Nic z tego. Biorąc powyższe pod uwagę, i tak słyszy się absurdalne i niedorzeczne obecnie głosy o utracie zaufania i sfrustrowaniu kibiców.

Derby przysłaniają obraz rzeczywisty

Czas na pierwsze podsumowania przyszedł po derbach Trójmiasta z Lechią Gdańsk. Pech chciał, że ocena połowy sezonu zasadniczego w wykonaniu Arki mocno zabarwiła się tym meczem właśnie. Ze strony kibiców to zrozumiałe, bowiem derby to dla nich święta wojna, są w stanie poświęcić wiele wcześniejszych, efektownych zwycięstw, by tylko po meczu z odwiecznym rywalem nie patrzeć na pokonanych zawodników swojej drużyny.

 

Fani z Gdyni jednak musieli to oglądać, co wyraźnie odbiło się na ocenie w sumie 15 meczów zespołu, a najbardziej oberwało się szkoleniowcowi. Derby natomiast – gdyby zdjąć z nich brzemię sakralnej wręcz symboliki – wpisują do kalendarza gier jedynie jako mecz, w którym są do zdobycia ni mniej, ni więcej, a trzy punkty – jak w każdym innym spotkaniu. Zostały jednak odebrane jak gwóźdź do trumny Ojrzyńskiego, która powoli wędruje ku ziemi.

 

Ojrzyński i Arka to związek względnie świeży, nieopierzony, jeszcze niedotarty. Trwa nieco ponad pół roku.

 

W rzeczywistości mecz z Lechią zakończył wybitnie ciężki okres meczów w Arce: z Jagiellonią, Legią, wtrącony w międzyczasie w ćwierćfinałowy bój w Pucharze Polski z Chrobrym Głogów i na zwieńczenie z gdańszczanami. Drużyna walcząca o utrzymanie potrafiła zdemolować wicemistrza Polski (4:1), być wyraźnie lepszą przez jedną trzecią meczu z mistrzem Polski na jego terenie, ustawić w szeregu pierwszoligowca, ogrywając go w domu 2:0, no i pechową, bo w przedostatniej minucie doliczonego czasu gry przegrała derby z Lechią. Bilans nie najgorszy, ale i tak przysłonięty przez porażkę derbową, którą kibice odebrali jak klęskę rzutującą głównie na trenera.

 

Należy jednak pamiętać, że po niemrawym początku sezonu i większej liczbie remisów niż zwycięstw i porażek razem wziętych Ojrzyński wyśrubował z zespołem serię ośmiu kolejnych meczów bez porażki, a w niej aż pięciokrotnie zwyciężał. Jak na zespół, przypomnijmy, mający jedynie w lidze się utrzymać, passa imponująca. Ta zakończona została w Warszawie porażką z Legią i poprawiona meczem z Lechią. Wystarczyło, by zasiać ogromne ziarno niepokoju.

Krótki to związek

Jak każdy trener Ojrzyński też ma swoje miłostki. Wielu za taką uważa regularne, niczym niepoparte stawianie na Mateusza Szwocha. Tu trzeba przyznać rację, bowiem pomocnik wypożyczony z Legii nie jest dla drużyny wartością dodaną. Grzechów szkoleniowca, jak i samych piłkarzy na półmetku rundy można by pewnie wymienić więcej, ale Ojrzyński i Arka to związek względnie świeży, nieopierzony, jeszcze niedotarty. Trwa nieco ponad pół roku.

 

To czas, po którym choć bylibyśmy w stanie powiedzieć dziewczynie, że ją kochamy, nie oznacza, że tak właśnie jest. To czas, w którym owej dziewczyny jeszcze tak naprawdę nie znamy. Arki nie zna jeszcze też Ojrzyński, lecz już teraz widać, że ukochana przy nowym partnerze rozkwitła i trzeba dać im szansę w perspektywie dłuższego czasu. Być może ów partner ją skrzywdzi, lecz ma też spore szanse zaprowadzić przed ołtarz.

 

 

Dawid Kowalski








Poprzedni Następny

Mapa Strony