TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

04.08.2017

Brutalny koniec. Arce zabrakło sprytu i zimnej krwi.

Arka mimo prowadzenia 1:0 po bramce Dawida Sołdeckiego, straciła w ostatnim kwadransie dwie bramki i przegrała w dwumeczu z wyżej notowanym Midtjylland 1:2.

 

1. Brutalne zakończenie pięknej przygody

Brak zimnej krwi, może sprytu... Podopiecznym Leszka Ojrzyńskiego nie można odmówić ambicji, a po tym jak wyglądał rewanż w emocjach można zrzucić winę jedynie na brak boiskowej bezczelności. Arka grała dzielnie, odważnie i prezentowała się tak jak wszyscy kibice żółto–niebieskich oczekiwali tego od piłkarzy, od momentu gdy jasne okazało się, że będą rywalizowali z wyżej notowanym przeciwnikiem. Ostatnie piętnaście minut brutalnie zakończył jednak sen gdynian, który rozpoczął się 2 maja na Stadionie Narodowym.

 

2. Mógł być bohaterem 

Dawid Sołdecki najpierw w pierwszej połowie oddał groźny strzał, po którym piłka minimalnie przeleciała nad bramką Hansena. W drugiej połowie już celnie wykorzystał dośrodkowanie Marcusa. Gdyby tylko Arka wytrzymała napór w ostatnich minutach byłby bohaterem...

 

3. Grali bez strachu

Gdynianie rozpoczęli mecz bez cienia strachu. Midtjylland było zmotywowane, ale nie umiało przekuć własnych umiejętności w czyny na boisku. A przynajmniej nie do ostatnich dwudziestu minut. Natomiast gra Arki była podobna do tej jaką prezentowali na własnym stadionie. Dużo walki, mnóstwo wślizgów i bardzo dobra współpraca między formacjami. Od pierwszej minuty mimo gry bez nominalnego napastnika, Patryk Kun wraz Grzegorzem Piesio nękali obrońców Midtjylland. 

 

4. Błędy bolą mocno

Arkowcy w decydujących momentach popełnili zbyt proste błędy, których umieli ustrzec się przez większość czasu trwania dwumeczu. Przy pierwszej bramce źle interweniował Tadeusz Socha, a przy decydującym golu zawinił Marcin Warcholak. 

 

5. Tym razem nie pomógł...

Rafał Siemaszko wszedł na boisko w drugiej połowie i prezentował się podobnie jak reszta jego kolegów. Walczył o każdą piłkę z nieprawdopodobnym zacięciem i kilkukrotnie wyprowadzał kontry. Tym razem gola nie strzelił i nie stał się bohaterem jak w meczach z Lechem Poznań czy pierwszym przeciwko Midjylland.

 

 Dominik Mucha








Poprzedni Następny

Mapa Strony