TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

19.03.2015

Michał Nalepa: Kibice nam pomagają!

Michał Nalepa wiosnę rozpoczął od dwóch goli, a debiutancką bramkę w I lidze strzelił Widzewowi Łódź, czyli drużynie, z którą podopieczni Grzegorz Nicińskiego zmierzą się na wyjeździe w najbliższą sobotę. Outsider tabeli we wtorek doznał już 13 porażki, przegrywając w zaległym pojedynku z Dolcanem w Ząbkach 1:2 (0:0).
Jacek Główczyński: Jesienią zdobył pan tylko jedną bramkę, a wiosnę rozpoczął od dwóch trafień. Skąd taka skuteczność?
 
Michał Nalepa: To także dla mnie wspaniała niespodzianka. Nie przypominam sobie, bym czegoś takiego dokonał w rozgrywkach seniorskich. Możliwe, że coś podobnego udało mi się w juniorach, choć teraz też nie wiem, kiedy to miało miejsce.
 
W każdym z wiosennych meczów miał pan nawet okazję na strzelenie drugiego gola. Czego zabrakło, aby udało się to przeciwko Stomilowi?
 
Trochę chłodniejszej głowy. "Podpaliłem się". Uderzyłem siłowo, a powinienem strzelać bardziej technicznie. Jeśli uderzyłby po "długim rogu" byłby gol. Zupełnie inaczej zachowałem się przy golu. Tam zmyliłem bramkarza. Widziałem, że czeka on na uderzenie "na dłuższy słupek", a ja strzeliłem mu w "krótki róg".
 
Z trzech środkowych pomocników, których wystawia Arka, to nie pan jest tym ofensywnym. Jak by pan się obecnie określić, jakiego typu jest pan rozgrywającym?
 
Teoretycznie gram jako defensywny pomocnik. Jednak nie ukrywam, że ciągnie mnie do przodu. Lubię grać ofensywie, wyjść, zagrać kiwkę. Dlatego, że myślę że teraz jestem coś pomiędzy defensywnym a ofensywnym, coś pół na pół.

Jesienią wszedł pan do "11" Arki w trakcie rundy. Zimą utrzymał się pan w wyjściowym składzie, choć konkurencja na środku drugiej linii jest chyba największa w drużynie.
 
Rzeczywiście rywalizacja jest bardzo duża i cały czas trwa. Pokazują to choćby zmiany robione przez trenera w ostatnim meczu, gdy zmienił właśnie dwóch środkowych pomocników. Między nami nie ma żadnych zgrzytów. Wręcz przeciwnie. Wspieramy się, nikt nie chodzi obrażony.
 
Jak starsi piłkarze, na przykład Bartosz Ława czy Grzegorz Lech, reagują na to, że gra pan, a na zmiany wchodzi jeszcze młodszy od pana Michał Gałecki, a oni nie dostają szansy?
 
Trener tak zdecydował. Bartek i Grzesiek cały czas nam pomagają, wspierają, robią wszystko, abyśmy najlepiej wypadali. Na pewno i na nich przyjdzie kolej, a wówczas my też się nie obrazimy, gdy przyjdzie oddać miejsce w składzie. Ja starszych piłkarzy mogę tylko chwalić. Dobrze mi się w ostatnich meczach współpracowało na boisko z Antkiem Łukasiewiczem, a przecież świetne podania, po których strzelałem gole otrzymałem od Pawła Abbotta i Marcusa. Zresztą moje bramki to zasługa całej drużyny. Wszyscy na nie pracują, za co, korzystając z okazji, im dziękuję.
 
Pan nadal uczy się I ligi, czy czasami już procentuje zdobyta na tym szczeblu rozgrywek rutyna?
 
Staje się dojrzalszym piłkarzem, z każdym meczem czuję się coraz pewnie. To także dzięki starszym kolegom, którzy super pomagają, dodatkowo motywują. Jednak nadal są takie momenty, że emocje biorą górę. Trudno czasami nad nimi zapanować zwłaszcza w Gdyni, przy takich doskonałych kibicach.
 
A jako drużyna zapanujecie nad euforią, którą musiał wywołać początek wiosny?
 
Czuliśmy ją już po pierwszym meczu, gdy wszędzie mówiono nam, strzelcie i 4 gole Stomilowi. Udało się to, choć my nastawialiśmy się na trudny mecz. Na pewno nie spodziewaliśmy się, że po 28 minutach będzie 3:0. Końcowy wynik też był fajny, a przecież mogło wpaść jeszcze więcej bramek.

Na wyjeździe możecie być równie skuteczni jak w Gdyni?
 
W naszym podejściu do gry nie ma większej różnicy. Natomiast zauważalna zmiana wiąże się z kibicami. Cały czas będę powtarzał, że bardzo nam pomagają. W Gdyni tworzą niepowtarzalną atmosferę. Wątpię, czy gdzieś w I lidze mają jeszcze taką publiczność jak my. Dlatego w tych meczach przeżyliśmy wspólnie coś pięknego, bo na spotkaniach było dużo ludzi. Na pewno wydarzyła się super sprawa, ale teraz musimy już o tym zapomnieć i spokojnie podejść do kolejnych meczów.
 
Widzew po takich występach pewnie nie może robić na was większego wrażenia?
 
Na pewno jesteśmy pewniejsi siebie, bo mamy dwie wygrane i 8 strzelonych goli. Widzew przegrał pierwszy mecz i ma jakieś problemy także poza boiskiem. Jednak nastawiamy się na to, że nie będzie to łatwy pojedynek. Zresztą w I lidze nie można spodziewać się żadnej łatwej wygranej.
 
Brak Marcina Warcholaka, który jako jedyny grał dotychczas we wszystkich meczach od początku do końca, to duży problem dla Arki?
 
Najlepiej to pytanie skierować do trenera. Z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że mamy tak szeroką kadrę, że bez względu na to, kto wejdzie na to miejsce, nie zagra gorzej niż Marcin.
 
Pan się nie niepokoi, czy pozostanie w "11", gdyż w ostatni meczu w trakcie spotkania musiał pan oddać miejsce w składzie Michałowi Rzuchowskiemu?
 
Taką decyzję podjął trener. Ja ją szanuję. Nie mam prawa być rozczarowanym, bo wszedł Michał i robił to co ja. Oczywiście przy takim wyniki i kibiców jak ze Stomilem chce się grać jak najdłużej. Ja też miałem jeszcze duży zapał do gry, chciałem szukać kolejnego gola, ale liczy, że będzie mi to dane także w meczu z Widzewem. Na lewą obronę w miejsce Warcholaka pan się nie wybiera? Nie. Trzymam się centrum boiska. Na pozycję zwolnioną przez Marcina będą inni chętni.
 
Rozmawiał: Jacek Główczyński
 
 http://arka.gdynia.pl/images/galeria_zdjecie/big/prasa060_c2df416f4a2b6da26c6863d107cce9f5.jpg







Poprzedni Następny

Mapa Strony