TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

27.11.2014

Antoni Łukasiewicz: Potrzebowaliśmy czasu.

Antoni Łukasiewicz zmienił piłkarski image. Jednak coraz dłuższa broda, która zdobi twarz defensora Arki nie jest efektem żadnego zakładu, ani tym bardziej nie wynika z faktu, że w ostatnich meczach piłkarz musi godzić się z rolą rezerwowego. 31-latek w ten sposób wsparł akcję "Movember", która jak co roku w listopadzie przypomina mężczyznom o potrzebie dokonywania badań profilaktycznych prostaty i jąder.
- W tym miesiącu mężczyźni mają zapuszczać wąsy, ale ja poszedłem jeszcze dalej - mówi pomocnik, który po raz drugi w tym sezonie zapewnił gdynianom zwycięstwo 2:1. Po jego golach żółto-niebiescy zanotowali pierwszą w tych rozgrywkach wygraną, nad GKS Tychy i jak na razie ostatni sukces nad Dolcanem Ząbki.

Jacek Główczyński: Na trzeciego gola w Arce czekał pan od 30 sierpnia. Czy na cześć zwycięstwa nad Dolcanem zgoli pan na przykład brodę?


Antoni Łukasiewicz: Nie. Zarostem wspieram akcję "Movember". W tym miesiącu mężczyźni mają zapuszczać wąsy, ale ja poszedłem jeszcze dalej. A ze strzelonej bramki bardzo się cieszę, a jeszcze bardziej z tego, że ten gol dał nam zwycięstwo. Ten sukces to bowiem efekt pracy wszystkich piłkarzy. I to nie tylko tych co byli na boisku od pierwszej minuty, którzy wykonali kawał dobrej roboty i przygotowali grunt, aby zmiennicy mogli strzelać gole. W trzech punktach mają udział także ci, których nie było na boisku. Na przykład Paweł Abbott, który fantastycznie pracuje na treningach, daje do nich jakość i nie pozwala Szubertowi czy Wardzińskiemu spocząć na laurach.



Gdy startowały rozgrywki wyglądało na to, że Arka ma solidną pierwszą "11", ale z wartościowymi zmiennikami jest już krucho. Czym dłużej trwają rozgrywki widać jednak, że ta grupa piłkarzy zdolnych podołać wyzwaniom I ligi poszerza się.

Od początku chcieliśmy, aby tak było. Jednak okazało się, że potrzebowaliśmy czasu, by zespół powstał, scementował się i zaczął odnosić sukcesy. Zaczęła procentować praca treningowa, którą wykonujemy z tygodnia na tydzień. Jest determinacja i współzawodnictwo, a to wszak istota dobrej drużyny. Rywalizując o miejsce w składzie, podnosimy swoje umiejętności. Cieszę się to wszystko zaczęło przekładać się na naszą postawę na boisku i wyniki.

Okazuje się, że Arka może zwyciężać i to seryjnie nie grając nawet porywających meczów?

Zdajemy sobie sprawę, że zwycięstwa, które odnosimy zaostrzają apetyty i oczekiwania wobec nas są znów coraz większe. Mecz z Dolcanem może rzeczywiście nie był porywający, ale nie było to też spotkanie, w którym nic się nie działo. Najważniejsze, że potrafimy już wychodzić obronną ręką i z takich bojów, w których rywale obejmują prowadzenie. Jest to coś, czego brakowało nam na początku sezonu, a także pojawił się boiskowy fart. Cieszę się, że to wszystko przekłada się na passę zwycięstw. Jednak z kolejnej wygranej cieszyliśmy się tylko bezpośrednio po meczu z Dolcanem. Potem trzeba było zejść na ziemię i przygotować się do kolejnego spotkania.

Rok zakończycie wyjazdowym meczem z Sandecją, która w ostatniej kolejce wygrała aż 7:2. Wynik robi wrażenie?

Na pewno, gdy o nim usłyszeliśmy, w pierwszej chwili było: "wow, musieli nieźle pograć". Potem pojawiają się pytanie, co tam się wydarzyło naprawdę, skoro w ciągu 45 minut strzelili aż 6 goli? Mam nadzieję, że to doświadczenie, które zebraliśmy w tej rundzie, pozwoli nam podejść do Nowego Sącza z dużym spokojem i bez negatywnych emocji. Trzeba znów postawić na solidną pracę, determinację, koncentrację i mniej patrzyć na przeciwnika, a skupić się na swoich zadaniach. Jeśli to wykonamy, rozegramy kolejny dobry mecz.

Absencja Bartosza Ławy po czwartej żółtej kartce to szansa dla pana, by wrócić do podstawowego składu?


Nie wiem. Trener zadecyduje. W ostatnich kilku meczach jestem zmiennikiem, ale robię to, co do mnie należy. Dążę do tego, by wrócić do składu na stałe. Ja na pewno będą przygotowany, aby w Nowym Sączu w 100 procentach dać jak najwięcej nie tylko sobie, ale i zespołowi.

Z taki zadaniem wszedł pan też na boisko w ostatnim meczu, gdy trener Niciński od razu zdecydował się na dwie zmiany?

Miałem pomóc Bartkowi Ławie zarówno w organizacji gry tak w obronie jak i ataku. Mieliśmy zdominować grę w środku pola, a jednocześnie zmieniliśmy ustawienie. Wardziński zagrał jako drugi napastnik. Całkiem dobrze to wyszło, bo nie tylko odrobiliśmy straty, ale i strzeliliśmy zwycięską bramkę. I tak właśnie powinien funkcjonować klasowy zespół. Mam nadzieję, że do tego miana coraz bardziej dojrzewamy, że będziemy potrafili sobie w takich trudnych sytuacjach pomagać nawzajem.


Nie często się zdarza, że defensywny pomocnik strzela gola po dośrodkowaniu stopera. Akcja, która pokonała Dolcan była wyćwiczona na treningach, czy wymusiła ją sytuacja boiskowa?


Od razu po meczu powiedziałem Krzyśkowi: "rzuciłeś takiego rogalika jak na treningu". Dośrodkowania to jeden z elementów naszych treningów. Ćwiczą je nie tylko boczni obrońcy lub pomocnicy, ale i inni piłkarze. Ponadto jesteśmy na tym etapie, że coraz lepiej się poznaliśmy, a to oznacza, iż i rozumiemy na boisku. To decyduje w kluczowych sytuacjach, wpływa na wynik, rozstrzyga o tym, czy się wygrywa, czy nie. Wiem, jakiego typu dośrodkowania mogę spodziewać się po Krzyśku Sobieraju. Dokładnie wiedziałem, w które miejsce ta piłka może spaść. Były dwa warianty: albo Krzysiek ją przeciągnie ją na długi słupek albo właśnie uderzy ją tak, że to ja będę miał szansę ją przeciąć i skierować do siatki.

Coraz częściej mówi się o panu super rezerwowy. Jak się pan czuje w tej roli?

Nie jest tak, że mi nie przeszkadza. Jest nas w kadrze pierwszego zespołu 26-27 i nikomu nie jest łatwo pogodzić się z rolą rezerwowego. Mi może łatwiej zareagować w takiej sytuacji, bo byłem w wielu klubach i różnie w nich się mi wiodło. Teraz korzystam z tego doświadczenia życia piłkarskiego wyniesionego z różnych pozycji. Wiem, że raz jest tak, że każda kopnięta piłka wpada do siatki, a czasami z formą jest troszkę gorzej. Te słabsze momenty trzeba cierpliwie przeczekać, a co najważniejsze bez względu na wszystko trzeba pracować na treningach. Czy gram w "11", czy nie, to nie zmieniam podejścia do zajęć. Na każdych staram się robić to, co do mnie należy i wykonywać tę pracę jak najlepiej potrafię. To samo jest na boisku. Gdy nie mogę grać od początku, to cieszę się, że gdy wchodzę to za każdym razem mogę pomóc zespołowi. Nie zmienia to oczywiście faktu, że walczę, aby wrócić do "11" na stałe.


Łatwiej jest w Arce przebić się jako defensywny pomocnik czy może stoper?


Mam nadal zdrowie, by biegać i grać w drugiej linii. Jednak faktycznie w Grudziądzu zagrałem jako stoper. Nie jest mi to obca rola, gdyż grałem na tej pozycji także w innych klubach. Trener doskonale zna moje mocne strony i to on decyduje, gdzie gram. Natomiast do mnie należy, by swoim nastawieniem do treningów i meczów dawać drużynie dobry przykład. Cieszę się, że gdy wszedłem do gry przeciwko Dolcanowi, dałem drużynie nowy impuls. Tylko takim postępowaniem można zaskarbić sobie sympatię i zaufanie trenera oraz wrócić do składu.


Gdy w lipcu przechodził pan z ekstraklasy do I ligi mówił o kroku w tył, by potem zrobić kilka do przodu. Jednak czy to cofnięcie się nie okazało się zbyt duże?


Ciężko to analizować już po trzech miesiącach. To krótki czas w życiu każdego człowieka, nie tylko piłkarza. Ocenić to będę mógł po sezonie. Zobaczymy jak w przyszłym roku wszystko się poukłada, w jakiej formie będę ja, w jakiej zespół i na którym miejscu zakończymy rozgrywki. Gdy podjąłem już decyzję, to nie chcę cofać się do lipca i zastanawiać się, czy była ona dobra, czy nie. Należy wykonywać pracę, której się podjąłem tak, by czerpać z niej jak najwięcej przyjemności i podnosić umiejętności. Tylko wtedy trening będzie wydajny i można z niego czerpać energię na dobre mecze, po których znów cieszyć się będziemy zwycięstwami.

Czyli po tym, gdy z jego z liderów drużyny stał się pan tylko zmiennikiem, nie rozważa pan możliwości, by już zimą zmienić klimat?

Powiem szczerze, że w tej chwili skupiam się tylko na pracy i meczu, który nam pozostał. Nie analizuję tego szerzej, bo na to przyjdzie czas na koniec roku. Początek sezonu był nieudany dla nas jako zespół. W takich sytuacjach trener zawsze musi szukać jakiegoś rozwiązania, które przyniesie odpowiednią grę i wynik. Dlatego są roszady, sprawdzenie innych zawodników. Akurat tak się to potoczyło, niekorzystnie dla mnie, ale korzystnie dla zespołu. I to doskonale rozumiem, bo interes drużyny jest nadrzędny nad pojedynczym zawodnikiem. Dlatego nie ma co płakać, marudzić, narzekać. Ja znam swoją wartość i wiem, że stać mnie na to, by grać w  pierwszej "11". Zamierzam robić swoje i krok po kroku iść do przodu, aby przekonać do siebie trenera, sprawić, by mi ponownie zaufał. Natomiast naturalną koleją rzeczy jest to, że szkoleniowiec podejmuje decyzje, jakie uważa za stosowne.

 

rozmawiał: 

 

 

http://arka.gdynia.pl/images/galeria_zdjecie/big/prasa060_c2df416f4a2b6da26c6863d107cce9f5.jpg

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony